Chapter 2:

Chapter 1 (Polish version)

Full Control


THIS IS POLISH VERSION OF CHAPTER 1. FEEL FREE TO SKIP TO THE NEXT CHAPTER IF YOU READ IT IN ENGLISH.


ROZDZIAŁ 1

“Powiedziałem: RĘCE. DO. GÓRY!” powtarza, tym razem bardziej stanowczo, wycelowując pistolet przed siebie. Jego palec krąży niebezpiecznie blisko spustu.

“No już, panie Płomyk. Po co te nerwy? Od zawsze wiedziałem, że jesteś niecierpliwy.” mówi prześmiewczo mężczyzna w długim, czarnym, garniturowym płaszczu, stojący po drugiej stronie pokoju.

W starym, obskurnym pomieszczeniu, oświetlonym tylko jedną żarówką znajdującą się w jego centrum, stoją cztery osoby. Trzy - blisko siebie - to policjanci stojący plecami do drzwi, inny - mężczyzna w płaszczu - po przeciwnej stronie od nich, skierowany plecami do okna. Najbardziej wysunięty do przodu z policjantów to młody chłopak z długimi, związanymi włosami o kolorze srebra, ubrany w granatowy, policyjny płaszcz. Po jego boku stoji szczupła dziewczyna o długich, brązowych włosach ale pewnym i skupionym spojrzeniu. Drugi to blondyn w okularach, tak samo szczupły jak policjantka, lecz nie tak samo skupiony jak ona. Cała trójka jest mniej więcej w tym samym wieku. Blondyn jest widocznie najbardziej zdenerwowany spośród grupy - jego ręce trzęsą się a broń którą nimi trzyma wydaje z siebie ciche klikanie z każdym podrygiem.

Po drugiej stronie stoi wysoki mężczyzna o wysportowanej budowie. Na ciele nosi czarny, długi, staromodny płaszcz garniturowy i kapelusz w stylu lat 60. który zakrywał mu górną część twarzy. Uśmiecha się szyderczo, rzucając ciche wyzwanie policjantom.

“To on… Yakedo! Co robimy?” pyta policjantka wpatrzona we wroga.

Szarowłosy policjant zagryza nerwowo zęby, a jego uścisk na pistolecie zaciska się. Wtedy jego wzrok pada na podłużny przedmiot przypięty do pasa wysokiego mężczyzny. Swoją budową przypomina rękojeść miecza.

“Zaraz… Skąd ty to masz?!” pyta ledwo słyszalnym głosem, wtedy jego oczy napełniają się zrozumieniem i wściekłością “To…”

Nagle dotychczas zamknięte drzwi, znajdujące się po prawej stronie pokoju otwierają się powoli. Przesuwają się w kierunku policjantów, tym samym uniemożliwiając im zobaczenie tego co znajduje się wewnątrz następnego pomieszczenia. Ich przeraźliwie głośne wycie przyciąga uwagę wszystkich stojących w pomieszczeniu. Zza drzwi, przerażająco wolnym tempem wychodzi długowłosy chłopak, posturą przypominający policjantów. Jego kruczoczarne, długie włosy zasłaniają całą twarz. Ubrany jest również w czerń, sprawiając wrażenie jakby jego sylwetka zlewała się z pozostałymi cieniami. Ubranie przypominające jakby czarne bandaże oplatające jego ciało. Nie zatrzymuje się aż nie dociera do środka pomieszczenia.

“Cywil…?” zastanawia się policjant w okularach.

“Nie ma szans. Ten budynek jest od dawna opuszczony” odpowiada srebrnowłosy.

“Zatrzymać się!” wreszcie podejmuje akcje dziewczyna, mierząc broń w stronę chłopaka w centrum pomieszczenia.

Uśmiech stojącego pod oknem mężczyzny w garniturze rozszerza się na widok znajomej sylwetki. Sięga do wnętrza swojego płaszcza i wyciąga z niego małą maskę przeciwgazową. Nie czekając ani sekundy zakłada ją na usta i przymocowuje do niej małą metalową butlę. Długowłosy chłopak odwraca się w stronę policjantów i zaczyna cichym, przeraźliwym głosem…

“‘AIR CONTROL – SURROUNDING… – VANISH’” wypowiada bez emocji, głośno i wyraźnie, jednak jego głos rozbrzmiewa jak krzyk, odbijając się echem po umysłach policjantów.

‘Cholera, to też Controler!’ – myśli srebrnowłosy, ale zanim jest w stanie cokolwiek zrobić…

Z chwilą zakończenia ostatniej części komendy - w całym pokoju, w jednej sekundzie, znika całe powietrze. Razem z tlenem w płucach wszystkich dookoła, z wyjątkiem samego wypowiadającego. Całą trójkę Policjantów uderza nagły ból głowy i nudności, aż zaczynają się dusić z braku tlenu. Każdy z osobna upada na ziemię.

Po drugiej stronie pokoju, mężczyzna w garniturze opada na jedno kolano, lecz szybko wstaje i wychodzi przez drzwi otwarte wcześniej drzwi, śmiejąc się przy tym głębokim, dźwięcznym głosem. Policjant w okularach w trakcie upadania na ścianę, wystrzeliwuje jeden pocisk ze swojej broni. Kula omija głowę długowłosego o parę centymetrów, zmieniając tor lotu tuż obok jego głowy, i trafia w tekturę przyklejoną do okna za nim, w miejscu w którym wcześniej stał mężczyzna w garniturze. Ten nawet nie drgnął, po prostu wlepiał wzrok w duszących się przed nim policjantów, a jego spojrzenie było przepełnione nienawiścią i pogardą.

★

“Ponad 200 lat temu pierwszy Controler “przebudził się”. Żył normalnym ludzkim życiem, aż pewnego dnia nagle otrzymał boskie moce. Z upływem czasu coraz więcej Controlerów zaczęło się “przebudzać”, każdy z coraz to innymi mocami. Obecnie mówi się, że Controlerzy stanowią około dziesięć procent ludzkiej populacji. Oczywiście, wraz z tym, jak ludzie uzyskali niewyobrażalne moce, ewolucja przyspieszyła kilkukrotnie. Nie ma prostej odpowiedzi na to, jak stać się Controlerem. Mówi się, że trzeba urodzić się ze specjalnym genem, tak zwanym „Genem Potencjalnym”, który czyni cię potencjalnym Controlerem. Jednak aby pobudzić ten gen i przebudzić moce, trzeba przeżyć wielkie emocje – szok emocjonalny. To wszystko. Zdałem?”

“Świetna odpowiedź. Dziękuję, Yakedo, możesz usiąść. Dobra, kto następny?”

2044

AKADEMIA POLICYJNA NEDERIA CITY

ZAKOŃCZENIE AKADEMII

“A nagrodę za najlepsze wyniki w historii akademii otrzymuje…” Wygłaszający osiągnięcia akademiczne Spiker, stojący przed mikrofonem na zakończenie ceremonii przygląda się bliżej kartce leżącej na pulpicie, próbując przeczytać napisane imię po czym podnosi wzrok. “Yakedo Mugen! Prosimy wyróżnioną osobę o podejście, aby odebrać dyplom!”

Oczy wszystkich zebranych wędrują za lekko przygarbionym, wysokim, długo-srebrnowłosym chłopakiem, który kieruje się na scenę. Ubrany jest w klasyczną szatę absolwencką, którą nosi tutaj każdy komu udało się zakończyć tu swoją edukację, jednak w przypadku tego chłopaka, zza szaty wystaje biały kaptur od bluzy, do którego wpadają końcówki jego związanych włosów. Po odebraniu dyplomu nawet nie odwraca się w stronę mikrofonu – od razu schodzi schodami w dół i wraca na swoje miejsce, wzbudzając szepty wśród innych absolwentów.

Po zakończeniu ceremonii i ściągnięcia z siebie szaty do chłopaka podchodzi brązowowłosa, szczupła i obiektywnie ładna dziewczyna w białej, zapinanej koszuli i eleganckich spodniach. Yakedo kojarzy ją z korytarzy akademickich, choć nigdy z nią nie rozmawiał. Podczas ceremonii widział, jak odbierała nagrodę za drugie najlepsze wyniki tego rocznika. Pierwsze miejsce, oczywiście, należało do niego.

“Yakedo? Jestem Mirai. Podobno mamy razem podejść do jednej sali.” Mówi spokojnie, ale stanowczo dziewczyna.

“Kto ci tak powiedział?” Westchnął z rezygnacją.

“Taki jeden okularnik. Czy to ważne? Chodźmy. Im szybciej to załatwimy, tym szybciej wrócimy do domu.”

“Ech… Racja. Prowadź.” Podąża posłusznie.

Dziewczyna prowadzi go przez opuszczone korytarze Akademii Policyjnej, z którą oboje już się pożegnali. Po kilku chwilach docierają do jednej z sal akademickich, pustej oprócz jednej osoby. W środku, na krześle, siedzi szczupły, młody chłopak w okularach i krótkich blond włosach, mniej więcej w ich wieku, dalej ubrany w absolwencką szatę. Na dźwięk otwierających się drzwi od razu podnosi się z miejsca, lecz widząc ich, ponownie siada – wyraźnie zestresowany.

“O, dobrze, że wreszcie jesteście.” Zaczyna nerwowo blondyn poprawiając okulary.

“A tak właściwie, to po co tu jesteśmy?” Akcentuje zirytowany Yakedo.

“No tak, bo wy jeszcze nie wiecie. Po ceremonii podszedł do mnie Gara Hebi i…”

“Kto?” Przerywa mu arogancko srebrnowłosy.

“Komendant działu Controlerów w NCPD. Ale czego on od nas chce? I czemu podszedł właśnie do ciebie?” Wtrąca Mirai, tonem bardziej pretensjonalnym niż wrogim.

“No bo… Miałem trzeci najlepszy wynik w tym roku, zaraz po was. No wiesz, Mirai, staliśmy razem na scenie podczas ceremonii.”

“Ano, chyba było coś takiego…” przypomina sobie dziewczyna.

“No i jestem Controlerem, więc to może mieć znaczenie. Ty też nim jesteś, prawda, Yakedo?

“A jakie to ma znaczenie?” odpowiada popielatowłosy, siadając na jednym z krzeseł i opierając się o ścianę.

“Skoro jesteśmy Controlerami i chcemy dostać się do policji, a jedyny dział, który przyjmuje Controlerów, to dział Controlerów, to logiczne, że komendant tego działu chce się z nami spotkać. Chociaż… w sumie… skoro Mirai też tu jest, a nie jest Controlerem, to raczej nie o to chodzi…” mówi zamyślony okularnik.

“Też jestem Controlerem. Po prostu to ukrywałam.” odzywa się dziewczyna, siadając w rzędzie między dwoma chłopakami. “Akurat wy dobrze wiecie, jak traktowano Controlerów w Akademii, więc moja decyzja o ukrywaniu tego nie powinna was dziwić. Ale skoro właśnie ją skończyliśmy, to nie muszę się już ukrywać.”

“Ech… długo jeszcze mam tu siedzieć? Obiecałem jej, że dziś wrócę szybciej. Skaranie boskie…” mamrocze do siebie Yakedo ignorując pozostałych.

“Skoro tak, to moja teoria ma sens!” mówi dumnie, poprawiając swoje okulary i odchylając się na krześle. “Czyli pewnie chodzi o przyjęcie nas do CD (Controler Department – Departament Controlerów) w NCPD (Nederia City Police Department – Departament Policji Nederia City).”

“Coś długo musimy czekać. Co dokładnie powiedział ci komendant… eee… przypomnij mi jeszcze raz, jak się nazywasz?” pyta Mirai przepraszającym tonem, nie będąc w stanie zapamiętać imienia okularnika.

“Same. Same Hibari. A komendant powiedział…”

Drzwi do sali otwierają się z hukiem zaskakując wszystkich. Do środka wchodzi wysoki, łysy mężczyzna po czterdziestce, z bródką wyglądającą jak szpikulec wychodzący z czubka jego brody. Na nosie zawieszone ma ciemne okulary przeciwsłoneczne, a ubrany w ekstrawagancki policyjny mundur, z przypiętymi do piersi różnymi orderami i medalami. Sama jego aparycja świadczy o jego wysokim stanowisku komendanta. Trójka w pokoju natychmiast staje na baczność, wyuczeni - przez lata spędzone w akademii - o odpowiedniej postawie i etyce, jak i także o ciszy w momencie pojawienia się kogoś wyższego rangą. Komendant patrzy na nich poważnie, po kolei mierząc wzrokiem każdego od stóp do głów. Po chwili odwraca się i zamyka za sobą drzwi. Gdy tylko to robi, lekko się przygarbia i wypuszcza powietrze z westchnieniem.

“Rany, ileż można tej powagi? Można zanudzić się na śmierć!” mruczy komendant, podchodząc do biurka wykładowcy. Po drodze rzuca jedynie krótkie „Spocznij” do stojących na baczność absolwentów. Z zawieszonej wcześniej na ramieniu torby wyciąga kilka dokumentów i zaczyna wykładać je na biurko a następnie przeglądać po kolei. “Zobaczmy… Więc to wy jesteście tegoroczną topką? A na dodatek wszyscy jesteście Controlerami? No dobrze. Który z was to Mugen?”

“Ja, sir.” Yakedo ponownie wstaje, tym razem odrobinę bardziej dbając o swoją posturę, która mimo to nadal nie jest idealna.

“Więc to ty miałeś najlepsze wyniki w roczniku? I w historii akademii?” Komendant patrzy na niego przenikliwie, jedną dłonią gładząc sobie brodę.

“Tak, sir.”

“...”

Po chwili napięcia komendant wybucha śmiechem.

“Że ci się chciało! 100% na wszystkich przedmiotach? Przesada! Chłopie, nawet ja nie miałem takich wyników w akademii! Hm… ale może to dlatego, że miałem wtedy co innego w głowie. Aleee, to nieważne!” Opowiada z rozbawieniem, niemalże jak dziecko, rumieniąc się na wspominki o dawnych czasach.

“Dziękuję… sir.” Duka Yakedo zakłopotany zachowaniem kogoś o tak poważnej i ważnej posadzie.

“Chłopie, wyluzuj. Przecież to tylko ja. Gara Hebi. Dla przyjaciół Gara-Gara. Dobra, siadaj. Teraz przejdźmy do konkretów.” Komendant wyciąga z torby okulary do czytania i uważnie przygląda się dokumentom. “No dobrze. Mugen Yakedo: egzamin teoretyczny – 100%, egzamin praktyczny – 100%, oceny w akademii – perfekcyjne.” Czyta Gara-Gara. “Hibari Same: egzamin teoretyczny – 99%, egzamin praktyczny – 89%, oceny w akademii – niemal perfekcyjne. Arashi Mirai: egzamin teoretyczny – 95%, egzamin praktyczny – 97%, oceny w akademii – bardzo dobre. Wszyscy jesteście ponadprzeciętnie dobrzy.”

Brodaty komendant zamyka teczkę i spogląda na trójkę uważnie. “Przejdźmy do rzeczy. Jak zapewne się domyślacie, zamierzam was zrekrutować do CD. Podejrzewam, że nie macie z tym problemu. Potrzebuję tylko waszej pisemnej zgody.” Po wstaniu z fotela mężczyzna bierze kilka formularzy i rozdaje je kadetom, po czym wraca na miejsce, rozsiadając się wygodnie. “Wypełnijcie, podpiszcie się, a w wyznaczonym miejscu napiszcie swoją Controlę.”

Pięć minut później Same wstaje ze swojego siedzenia, w rękach trzymając przekazany mu formularz. Spotykając spojrzenia pozostałej dwójki wzdycha cicho po czym w ciszy zbiera dokumenty od pozostałych. Segregując papiery razem, kładzie je na biurku śpiącego smacznie komendanta Gary, budząc go stukaniem papieru.

“Okej!“ odchrząkuje komendant nachylając się nad papierami. “Zobaczmy… Mugen – ogień, Arashi – elektryczność, Hibari – woda. Nic nadzwyczajnego, żadnych mutacji ani wynaturzeń. Ale mniejsza o moce! To zaszczyt mieć was w moich szeregach!”

Odkładając papiery na bok Gara-Gara rozsiada się na swoim fotelu i odchyla, rozprostowując plecy. “No dobrze! Yakedo!”

“Tak, sir?” Srebrnowłosy chłopak na samo wypowiedzenie jego imienia podnosi się z siedzenia i staje na baczność z nawyku.

“A weź przestań z tym “sir”! Mówiłem, dla przyjaciół Gara-Gara!” Komendant Gara Hebi macha jedynie ręką w stronę absolwentów, odchylając się na fotelu jeszcze bardziej. “Wszyscy w CD mnie tak nazywają!”

“Tak jest… sir.” odpowiada Yakedo. Nie wiedząc jak zareagować dalej stoi niezręcznie na baczność.

“Gara-Gara!” poprawia srebrnowłosego z uporem, nie ukrywając przy tym własnego zadowolenia.

“Panie Gara…”

“Gara-Gara…”

Yakedo wzdycha zdając sobie sprawę że tej walki nie wygra. “Ech… Gara-Gara…”

“Idealnie, mój ty Yakedusiu!” wykrzykuje na całą salę Gara-Gara, wyraźnie akcentując ostatnie słowo. Zdrobnienie którego używa przyprawia Yakedo w zakłopotanie i zawstydzenie, w trakcie gdy Mirai ledwo powstrzymuje śmiech. Po chwili dumnego uśmiechu komendant kontynuuje, tym razem z powagą, a przynajmniej taką powagą jaką jest w stanie wykazać. “Ale do rzeczy Yakeduś. Na tobie spoczywa największa odpowiedzialność. Nie będę ukrywał, że przyjąłem was do NCPD jeszcze zanim podpisaliście te papiery. W sumie to jesteście już częścią zespołu. I jako że jesteście nowi i mało doświadczeni, niczym dzieci we mgle, postanowiłem zrobić z was jedną drużynę. W taki sposób zamiast się gubić osobno, możecie trzymać się cały czas za rączki i nie puszczać żeby razem jakoś wyjść z sytuacji, albo zgubić się całą trójką. Skoro się znacie, powinno to ułatwić współpracę. A ciebie, mój drogi Yakedo, mianowałem liderem tej drużyny.”

Komendant zatrzymuje się na chwilę, pozwalając adeptom przyswoić informacje, przyglądając się każdemu po kolei, aż w końcu wraca i zatrzymuje się na Yakedo. “To znaczy, że będziesz odpowiedzialny za swój zespół, podejmowanie decyzji w stresowych sytuacjach i dbanie o powodzenie misji. No dobra, liderze, powiedz coś od siebie.”

Popielato-włosy dalej stojąc obok swojej ławki nie odwraca głowy, jedynie przenosi wzrok na pozostałą dwójkę. Wzdycha do samego siebie i zaczyna chłodno. “Niech będzie. Słuchajcie, skoro jestem kapitanem tego zespołu, to nie pałętacie mi się pod nogami. Wolę działać solo, więc jeśli wbiegniecie mi pod ogień, nie zdziwcie się, że się sparzycie. To już nie akademia, a ja nie zamierzam być waszą matką. Skoro zostałem liderem, to znaczy, że macie mnie słuchać. Jeśli to zrobicie, przeżyjecie.”

W sali nastaje cisza, spotkana przez kwestionujące spojrzenie Mirai i zdziwioną twarz Same. Po chwili ciszę przerywa komendant - zdecydowanie zadowolony.

“Uuu, powiało chłodem! No dobrze, panie Płomyk, tyle wystarczy.” dopowiada Gara-Gara z niewinną miną, jednak wkrótce jego ton głosu i wyraz twarzy nagle poważnieją. “Po pierwsze, jak już powiedział Mugen, to nie jest akademia. Tu będziecie musieli mieć się na baczności przy każdym oddechu. Będziecie pracować w terenie, a to oznacza stałe niebezpieczeństwo. Każdego dnia wasze życie będzie zagrożone. Więc nie umierajcie, żebym mógł codziennie oglądać wasze piękne buźki na komendzie!” dodaje z uśmiechem komendant, lecz jego oczy patrzą na pozostałą trójkę uważnie - jakby wzrokiem oceniał, czy w pełni rozumieją wagę jego słów.

“Jesteście drużyną, więc dbajcie o siebie nawzajem. Powierzam was w ręce Yakedo, więc słuchajcie się go. A ty, Yakedo, masz o nich dbać. To twoi ludzie, więc pilnuj ich jak oka w głowie.” Po krótkiej pauzie wraca do swojego naturalnego, swobodniejszego tonu. “No to chyba na tyle. Widzimy się za dwa dni w biurze NCPD o szóstej rano. W dziale CD powinna na was czekać urocza sekretarka. A teraz do domu i odpoczywajcie! Gratuluję!”

Trójka Controlerów podnosi się z krzeseł, przygotowując się do wyjścia. Zanim są w stanie się ze sobą pożegnać - zauważają że Yakedo wychodzi już z sali. Mirai zauważa to i ze zirytowanym westchnięciem wychodzi za nim, postanawiając podjąć rolę organizatorki.

“Mugen!” Mirai woła przez korytarz do idącego kawałek dalej Yakedo.

“Hm?” pomrukuje srebrnowłosy i odwraca się w stronę dziewczyny.

“Skoro już i tak jesteśmy na siebie skazani to może byśmy wyszli gdzieś we trójkę żeby się lepiej poznać. Lepsze to niż pracować z nieznajomymi.”

“Nie, dzięki. Jak chcecie to idźcie sami.”

“Serio? Chyba o to chodzi w integracji żeby integrowali się wszyscy. A skoro jesteś naszym liderem to dobrze byłoby cie poznać skoro mamy ci zaufać.”

“Trudno.” odpowiada Yakedo, totalnie bez emocji, czekając jedynie na chwilę kiedy może wrócić do domu.

“Aha…” Dziewczyna wyjąkuje zakłopotana, czując się lekko niekomfortowo.

“Coś jeszcze? Śpieszę się.”

“Nie…”

“To cześć.” rzuca jedynie za siebie, po czym rusza dalej w kierunku wyjścia.

Wzrok Mirai podąża za nowym liderem, zdziwiona jego postawą i zachowaniem. Jej przeczucia co do nowej pracy stają się bardziej pesymistyczne. ‘O co z nim chodzi?’

★

Dwa dni później. Pomiędzy najbliższą stacją podniebnego metra a główną komendą NCPD. Dopiero co przybyła Mirai, ubrana w swobodne sportowe ubranie schodzi schodami prowadzącymi do stacji — na główną ulicę. Na niedalekim horyzoncie, zaledwie 5 minut drogi pieszo, widzi swój cel. Wysoki, szklany budynek z wieloma piętrami i działami wewnątrz. Na samym środku wysokości wstawiony jest żółty, neonowy i świecący się napis NCPD na niebieskim tle o tych samym właściwościach.

Całe miasto, gdzie by nie spojrzeć, wypełnione jest kolorowymi światłami i neonami, czy to wyświetlanymi na bokach budynków, billboardach, czy nawet na środkach transportu. Reklamy, wiadomości, polityka, wszystko to wpajane z każdej strony każdemu kto chociażby przechodzi po ulicy.

Schodząc z ostatniego schodka Mirai słyszy swoje imię, wołane zza jej pleców.

“Mirai!” Dziewczyna po odwróceniu się zauważa wołającego ją blond chłopaka w okularach i krótkich włosach. Znajoma twarz przyprawia Mirai o lekki uśmiech.

“Same, tak? Bałam się że już tam na mnie czekacie.”

“Wygląda na to że na szczęście nie. Pierwszy dzień w pracy… Nie mogę w to uwierzyć. Szczerze mówiąc, stresuję się jak nie wiem.” mówi Same próbując jakkolwiek rozluźnić atmosferę, mimo własnego zdenerwowania.

“Ja trochę też, chociaż to nie do końca przez że to nasz pierwszy dzień…” odpowiada Mirai w zamyśleniu.

“Hm? W takim razie dlaczego? Tak w ogóle, ciekawe czy Yakedo już jest na miejscu?”

“Eh, to właśnie przez niego się martwię.”

“Czemu? Coś się stało?”

“Nie o to chodzi. Po prostu… jest jakiś dziwny. Cały czas traktuje nas z wyższością. Jakby to, że przebił wszystkie rekordy akademii, coś znaczyło.”

“Jakby na to nie patrzeć, to jednak coś znaczy.”

“Wiem…” przyznaje dziewczyna niechętnie, chowając ręce w kieszeni.

“Niestety chyba nic nie możemy z tym zrobić.” Same wzrusza jedynie ramionami. Para Controlerów dochodzi już prawie pod wejście na komendę NCPD. “Ale chyba to zrozumiałe, wiedząc to wszystko co przeżył w przeszłości.”

“Hm? Pierwsze słyszę?” Mirai dziwi się na wzmiankę o tragicznej przeszłości ich nowego lidera. Odwraca się bardziej w stronę Same i podnosi jedną brew zainteresowana.

“... Sam nie wiem dużo, jednak słyszałem plotki na jego temat w akademii. Podobno od urodzenia, jeszcze przed Przebudzeniem, mieszkał z matką w slumsach w strasznej biedzie. Ponadto jego matka miała długi u lokalnego gangu. Ledwo starczało im na życie. Pewnego dnia, poszła do sklepu jak zawsze, lecz tym razem nie wróciła do domu. Sześcioletni Yakedo pierwszy znalazł jej postrzelone ciało tuż pod ich drzwiami.” Samo słuchanie historii przyprawia Mirai o dreszcze. Zawstydzona swoją wcześniejszą protekcjonalnością opuszcza głowę, cały czas słuchając w ciszy.

“Po tym wszystkim, Yakedo przechodził od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Wiele z tych domów było na tyle toksycznych że musiał zostać przenoszony do kolejnych. Przemoc fizyczna, przemoc psychiczna i wiele więcej. Aż w końcu, kilkanaście lat temu, na szczęście znalazł normalny dom w którym mieszka do teraz. Mimo to, takie dzieciństwo na pewno zostawia dużą skazę na psychice.”

“To… wiele tłumaczy.” przyznaje Mirai, teraz patrząc na Yakedo o wiele empatyczniejszym okiem. Chwilę później docierają przed główne wejście budynku będącego ich celem.

Po wejściu do środka, ich oczom ukazuje się schludnie i estetycznie wystrojony hol, w którym głównie przeważa niebieski. Sterylne ściany z rozwieszonymi na nich ekranami wyświetlającymi różne wiadomości i reklamy. Po przeciwnej stronie pomieszczenia, od wejścia, znajduje się przestronne biurko recepcjonistek, a za nim — dwa rzędy wind. Niedaleko od wejścia, oparty o jedną ze ścian, stoi Yakedo.

“Wreszcie. Ile można na was czekać? Nie będę tolerował takich spóźnień.”

“Jakich spóźnień? Jest dopiero 5:50. Jesteśmy 10 minut przed czasem.” odpowiada Same, próbując załagodzić sytuację.

“To nie szkoła, gdzie wystarczy być na czas. Tutaj masz być pół godziny wcześniej. Albo się dostosujecie, albo nici z naszej współpracy, a tym bardziej waszej pracy.”

“To dlaczego ty też czekasz w holu skoro byłeś tu wcześniej?”

“Nie mam zamiaru ponosić za was konsekwencji. Gdybym pokazał się tam sam, bez was, to ja poniósłbym odpowiedzialność jako kapitan…” Yakedo odbija się od ściany i podchodzi bliżej do pozostałej dwójki, mrużąc na nich oczy zirytowany.

“Tak jest. Zrozumiano. Nasza wina. Coś jeszcze?” Mirai, mając już dość konwersacji, staje pomiędzy dwoma chłopakami, próbując zdusić konflikt z silnym charakterem Yakedo, póki co poprzez zachowywanie się potulnie i przyjęcie całej winy na siebie.

Srebrnowłosy patrzy jej w ciszy prosto w oczy, lecz jego wcześniejsza agresja zanika. Klika językiem do samego siebie i odwraca się w stronę wind, kiwając głową do dwójki jego nowych partnerów. “Chodźcie, zanim jeszcze bardziej się spóźnimy.”

“‘Okej, gość miał tragiczne dzieciństwo, i mu współczuję, ale nie musi się z tego powodu zachowywać jak totalny dupek!’” stwierdza Mirai, choć nigdy nie powie tego na głos.

Po wejściu do windy i wciśnięciu przycisku odpowiadającego za podane piętro, trójka kadetów stoi w niezręcznej ciszy, zamknięci w małej, jasnej metalowej klatce. Po dojechaniu na odpowiednie piętro i opuszczeniu holu windowego, przechodzą przez przeszklone drzwi z napisem “Controller Departament”.

Pomieszczenie jest przestronne, wypełnione boksami i biurami. Przy niektórych siedzą ludzie, choć większość w tej chwili stoi pusta. Naprzeciwko drzwi którymi weszli Yakedo, Mirai i Same stoi większe od pozostałych biurko sekretarki. Przy nim siedzi młoda, niska i szczupła kobieta o związanych brązowych włosach — Dwa kosmyki opadają jej symetrycznie na oba boki twarzy.

Na nowoczesnym biurku znajdują się standardowe przyrządy: niemal przezroczysty monitor dotykowy, małe słuchawki z mikrofonem, a także klawiatura dotykowa, którą można jednym przyciskiem wyłączyć, przywracając zwykły blat. Poza tym leżą tam różne rodzaje i kolory ołówków oraz długopisów, a także stos dokumentów. Po drugiej, wolnej, stronie biurka wyróżnia się otwarte, w połowie zjedzone opakowanie czekolady. W położonym obok biurka koszu widać cztery inne, już puste opakowania po tym samym rodzaju słodyczy. Na samym przodzie biurka, zwrócona w stronę drzwi wejściowych, widnieje plakietka z napisem: „Sekretarka – Korinai Kakaonoki”.

Na dźwięk otwieranych drzwi brązowowłosa kobieta energicznie podnosi głowę, a jej twarz rozjaśnia się ekscytacją na widok nowych twarzy. “Witam w NCPD, w czym mogę pomóc?”

“Jest Komendant Hebi?” pyta idący na przedzie Yakedo.

“Gara-Gara?” Słysząc nazwisko swojego przełożonego sekretarka pochyla głowę w bok, niczym nasłuchujący nowych dźwięków pies. “Nie, jeszcze go nie ma. W jakiej sprawie?”

“Jesteśmy nowymi rekrutami. Mieliśmy się zjawić tu o szóstej rano.” dopowiada Same, podchodząc bliżej do biurka.

“Ah, wy ci nowi. Tak, już wiem.” Przepełniona zrozumieniem kobieta wyciąga ze sterty papierów pogniecioną kartkę i przygląda się jej mrużąc oczy. “Jak Gara-Gara was nazwał?” mówi bardziej do samej siebie niż do trójki rozmówców.

“Nazywam się Yakedo Mugen, jestem liderem tej drużyny, tylko tyle nam powiedział.”

Po wysłuchaniu srebrnowłosego sekretarka ponownie przygląda się kartce ze skupieniem. “Przykro mi, nie mogę nic takiego znaleźć.” odpowiada kiwając głową.

“Jak to?” dziwi się Mirai opierając ręce o blat.

“Eh… Może nazwał was inaczej na kartce. Poczekajcie chwilę.”

Wierząc na słowo — sekretarka odwraca się w stronę monitora i dwa razy puka w biurko. Na blacie pojawiają się przyciski odpowiadające tym na klasycznej klawiaturze. Wpisuje coś na komputerze, a drugą ręką sięga na przeciwną stronę biurka, próbując wymacać czekoladę. Gdy ją znajduje, zgrabnym ruchem łamie w pół resztkę, która była w opakowaniu i wpycha ją do ust. Po kilku sekundach po czekoladzie nie ma już śladu a dziewczyna odwraca się w stronę Yakedo.

“Imię i nazwisko, proszę.” mówi kobieta uśmiechając się ciepło w jego stronę srebrnowłosego.

“Yakedo Mugen.” powtarza się stojący przed biurkiem chłopak.

“Hm…” Po raz kolejny sekretarka Korinai Kakaonoki przechyla głowę w bok, słuchając go, jak pies słuchający nowych dźwięków. “Mugen, tak?” Powtarza do samej siebie, po czym wraca do komputera i wpisuje nazwisko, przy tym drugą ręką zjada ostatni kawałek czekolady “Mugen. Tak, mam tu kogoś takiego. Jest przypisany do…” Niedowierzając własnym oczom brązowowłosa sekretarka przybliża się do monitora, czytając powoli. “... „drużyny geniuszy”. Są tu jeszcze... Arashi i Hibari. To wy?” pyta się pozostałej dwójki.

“Tak, to... my.” odpowiada Mirai z ulgą i zażenowaniem nazwą.

“Eh, no dobra. W takim razie zapiszę was sobie inaczej.” Korinai bierze wcześniejszą kartkę i ołówek, którym zmienia nazwę „Drużyna geniuszy” na „Drużyna siwy przystojniak”, nie kryjąc się z tym zbytnio.

“Dobra, usiądźcie sobie przy wolnych biurkach. Gara-Gara zaraz będzie.”

Po odejściu trójki adeptów, sekretarka wyrzuca papierek po czekoladzie do kosza, który jest już prawie pełny tymi samymi pustymi papierkami po czekoladzie, po czym otwiera szufladę która jest przepełniona pełnymi jeszcze czekoladami. Z szuflady wyciąga kolejny słodycz i kładzie go na wyciągnięcie ręki. Po zjedzeniu kolejnej kostki, zakłada na głowę słuchawki z mikrofonem i po kliknięciu przycisku w biurku nawiązuje połączenie z znanym wszystkim komendantem.

“Gara-Gara? Gdzie jesteś? Mam tu paru świeżaków, podobno od ciebie... Jak to nie wiesz, o co chodzi? ... Nie, nie masz dzisiaj wolnego... No sam ich wpisałeś... Taki wysoki, długie — szare włosy... Tak... Tak... Nie wiem... Czekają... Jak to na co? Na ciebie!... Dobrze... Do widzenia.” Rozmowa była na tyle głośna, że nawet gdyby nie chcieli jej usłyszeć, kadeci z pewnością by to zrobili. Po ściągnięciu słuchawek Korinai z powrotem zwraca się do nich z uśmiechem. “Będziecie musieli trochę poczekać. Gara-Gara ma sprawy biznesowe, ale już jest w drodze.”

“‘Ona ma nas za idiotów? Cały dział z pewnością słyszał tą rozmowę!’” stwierdza pogardliwie Mirai we własnym umyśle.

“Nie ma sprawy. Poczekamy.” odmachuje ręką Same, próbując załagodzić sytuację.

Uwagę Yakedo jednak przyciągają metalowe drzwi znajdujące się po drugiej stronie pomieszczenia. Drzwi, o ile można je tak nazwać, przypominają bardziej wrota do bunkra — grube i szczelne. Od strony głównego biura naklejona jest na nich nalepa “NIE WCHODZIĆ”. Mimo to, z pomieszczenia które otwierają, słychać bezustanne basy i metalowe piski. Dźwięki tak symetryczne i tak rytmiczne że niemożliwym jest, aby wydawała je maszyna. To co słyszy Yakedo to muzyka. Ciężkie brzmienia elektrycznej gitary z podkręconymi basami, w połączeniu z ciągłą rytmiczną podwójną centralą perkusji które są w stanie nazwać muzyką jedynie najwytrwalsi słuchacze metalu. Chłopak zastanawia się, jeśli muzykę słychać tak wyraźnie będąc za wygłuszoną, grubą ścianą, będąc kilkanaście metrów dalej — to jak głośna musi być ona w środku.

Na zegarze mija 30 minut. Cała trójka, widocznie zmęczona, zaspana i znudzona sytuacją. Śpiącemu Same po brodzie spływa ścieżka śliny, w trakcie gdy jego głowa bezwładnie opiera się o oparcie krzesła. Mirai co chwilę potrząsa głową, żeby się rozbudzić, gdy jej głowa opada zbyt nisko, a umysł jest na granicy snu. Jedyny, który jakoś się trzyma, to Yakedo, opierający się o rękę położoną na biurku, zaciekle walczący z chęcią przymknięcia oczu.

Do biura z wielkim hukiem wchodzi komendant Gara. Z szerokim uśmiechem trzaska za sobą drzwiami, a wywołany przez niego huk sprawia, że Korinai aż skacze na krześle ze strachu, połykając kolejny kawałek czekolady. Światło lamp odbija się od łysej głowy Gary, oślepiając każdego, kto na niego spojrzy. Przez cały ten czas uśmiech nie schodzi mu z twarzy, a jego wesołe oczy widać nawet przez okulary przeciwsłoneczne na jego nosie. Wełniany sweter, który ma na sobie, przyciąga uwagę każdego w pokoju. Na przodzie swetra wyhaftowany jest napis "Szef #1".

“Smacznego, moja kochana Korinaiś!” wykrzykuje Gara, podchodząc do biurka sekretarki jak gdyby nigdy nic. “No... To gdzie jest mój ulubieniec... Ekhem... Znaczy się – moi ulubieńcy?” Po poprawieniu samego siebie komendant rozgląda się po biurze, aż w końcu jego wzrok zatrzymuje się na, już obudzonej przez niego trójce. “Witam, witam!”

Widząc komendanta cała trójka natychmiast staje na baczność, próbując pobudzić się w tym czasie. Na ten widok Gara macha ręką lekceważąco. “Dajcie spokój. Co wy, przed królem stoicie? To ja, Gara-Gara.” Mówi z uśmiechem Gara podchodząc do nich, po czym ściąga swoje okulary i zawiesza je na swetrze.

“Gara-Gara! Musisz ich wprowadzić!” rozkazuje Korinai zza biurka.

“Eh, tak, tak.” Na moment mina Gary-Gary zmienia się na rozczarowaną, lecz po chwili jego klasyczny uśmiech uśmiech wraca. “To jak tam, Yakeduś, gotowy do pracy?”

“Tak jest, sir... ekhem... Gara-Gara.” poprawia się pośpiesznie Yakedo, straumatyzowany przesłuchiwaniem sprzed kilku dni.

“Cieszy mnie to!” wykrzykuje radośnie komendant, klepiąc srebrnowłosego w ramię i przechodząc do następnej osoby. “Panienko Arashi, pięknie dziś wyglądasz. Jest stresik?”

“Lekki…” odpowiada niezręcznie Mirai. Gara-Gara jedynie zbywa do uśmiechem, który po chwili zamienia się w ten sztuczny, gdy jego twarz odwraca się w stronę Same.

“Oh, ciebie też dobrze widzieć, Sake.”

“Same, sir…” Zakłopotany, blondyn poprawia swoje imię, lecz nieskutecznie, ponieważ Gara-Gara już dawno zapomniał o całej sytuacji.

“Co?”

“Nazywam się Same.”

“No przecież to powiedziałem.” broni się komendant, w żadnym stopniu nie rozumiejąc o co chodzi stojącemu przed nim okularnikowi.

“Nie, powiedział pan... A, nieważne.”

“Hmm... Dziwny jesteś, Sake. Do rzeczy. Chodźcie, już ja wam znajdę ciuszki do roboty.” Na słowa komendanta twarz Mirai blednie w przerażeniu. Jej oczu skupiają się ponownie na założonym przez Gare-Gare swetrze, a jej wyobraźnia tworzy najgorsze scenariusze o wyglądzie mundurów jakie od teraz będzie musiała nosić.

Entuzjastyczny Gara prowadzi nie tak entuzjastycznych Yakedo, Mirai i Same w stronę szatni. Pokój ten dzieli się na dwa mniejsze pomieszczenia z osobnymi, nieprzezroczyście przeszklonymi wejściami, rozdzielając szatnie na damską i męską. W środku, pomieszczenia wypełnione są szafkami stojącymi przy każdej wolnej ścianie. Mimo że cały oddział liczy sobie zaledwie kilkanaście osób, wolnych szafek jest aż nadto. Naprzeciw wejścia mieści się przejście do kolejnego pokoju – pomieszczenia z prysznicami. W środku, na ścianach, umieszczono dziewięć pryszniców, a pod nimi — pokrętła do regulacji temperatury wody i półki na szampony. Zarówno męska, jak i żeńska przebieralnia wyglądają tak samo, lecz są odbiciem lustrzanym względem siebie.

Po otwarciu drzwi do męskiej szatni Gara od razu kieruje się do największej szafy w pomieszczeniu. Pośród kilku zestawów identycznych par ubrań — jeden wyróżnia się ponad wszystkie. Ciemnogranatowy, długi płaszcz, który założony - sięga noszącemu do kolan. Ma wiele kieszeni i zamków w każdej swojej części, a na tyle wyhaftowany ma napis NCPD. Nie zważając na niego - komendant Hebi zaczyna wyciągać i rozdawać każdemu odpowiednie zestawy ubrań, leczy gdy przychodzi pora Yakedo - ten nie przyjmuje daru. Zamiast tego jego wzrok skupiony jest na wiszącym w centrum płaszczu.

“A ten?”

“Hm?” Gara-Gara podąża za wzrokiem chłopaka, a gdy dociera do celu jego uśmiech rozszerza się jeszcze bardziej. “A, ten. Jest jedyny w swoim rodzaju. Swego rodzaju prototyp. Nigdy nie powstał drugi taki jak ten. Mam zamiar wręczyć go komuś za specjalne zasługi. Świetny materiał. Elastyczny, wytrzymały, odporny na ogień i wysokie temperatury. Należał kiedyś do niesamowitego człowieka.” Brodaty komendant wyciąga z szafy owy płaszcz i obraca go w rękach. Zastanawiając się chwilę decyduje oddać go Yakedo.

“Sir…?”

“No co? Osiągnięcie najlepszych wyników w historii akademii to chyba wystarczająca zasługa. Poza tym serce by mi pękło, gdybym miał ci go odmówić. A widziałem, jak na niego patrzysz.

“Dziękuję, sir… znaczy - Gara-Gara.” odpowiada cicho Yakedo z niedowierzaniem.

Po rozdaniu każdemu pozostałych części ubioru, Gara-Gara wraz z Mirai opuszczają przebieralnie męską. Wraz z zamknięciem drzwi ton komendanta, pomimo jego wciąż uśmiechniętej twarzy, nieco poważnieje.

“I jak?”

“Słucham?”

“Co myślisz o nich? O swojej drużynie?”

Po chwili zastanowienia Mirai odpowiada z niepewnością. “Hmm... Wydają się w porządku. Mogło być gorzej. Ale…”

“Ale?”

“Mam wątpliwości, sir. Co do... Co do Yakedo. Nie wydaje się odpowiednią osobą do działania w grupie, a tym bardziej do dowodzenia nią.”

Uśmiech Gary przeradza się w dużo mniejszy, jednak o wiele bardziej autentyczny. “Eh, no tak. Masz rację, to trudny typ człowieka, zwłaszcza przy pierwszym poznaniu. Ale ufam mu. Wiem, że będzie słuchał rozkazów i zrobi wszystko dla drużyny. Potrzebujecie jeszcze czasu. Nie oczekuj, że z dnia na dzień nagle staniecie się super przyjaciółmi. Nawet od was tego nie wymagam. Ale musicie być przynajmniej zgranym zespołem. Yakedo ma teraz dużą odpowiedzialność jako lider drużyny i stara się wywrzeć na was wrażenie twardego i zimnego. Po prostu róbcie, co mówi, a nic wam nie będzie. No, idź już się przebierać.”

“Dziękuję, sir. Chyba ma pan rację.” Mirai odchodzi w kierunku damskiej przebieralni, widocznie spokojniejsza i bardziej przekonana zapewnieniami komendanta.

W środku - kładzie na drewnianej ławce otrzymane ubrania, jednak zanim jest w stanie zacząć się przebierać Słyszy zza siebie nie znajomy, kobiecy głos.

“Hę? A ty to kto?”

Wystraszona Mirai obraca się natychmiastowo za siebie, szukając źródła głosu. W drzwiach do pomieszczenia z prysznicami ukazuje jej się młoda, naga kobieta, ociekająca wodą.

Kobieta ma około 27 lat, szczupłą sylwetkę i blond włosy sięgające jej trochę za szyję. Fioletowe wory pod oczami dopełniają do jej widocznie zmęczonej mimiki. W żadnym stopniu nie przejmuje się ani swoją nagością ani wzrokiem nieznanej młodszej dziewczyny. Czekając na odpowiedź opiera się o framugę drzwi i krzyżuje ręce nad swoją klatką piersiową.

“M-Mirai A-Arashi, proszę pani. Jestem tu nowym rekrutem i to mój pierwszy dzień!” Mirai - zawstydzona całą sytuacją, pochyla głowę rumieniąc się lekko.

“"Proszę pani"? Aż tak staro wyglądam? Boże, dziecko, ja mam dopiero 25 lat.” Blondynka, z przesadą żali się dziewczynie, próbując się odmłodzić jak tylko się da.

“Nie, nie o to mi chodziło. Wyglądasz bardzo młodo, po prostu ja…”

“Mirai, tak? Jestem Annie. wita się kobieta po podejściu do Mirai, w której stronę wyciąga, wciąż kapiącą, dłoń.

“Miło poznać…” Nawet po odwzajemnieniu uścisku Mirai nadal nie podnosi wzroku, wciąż głęboko zawstydzona śmiałością kobiety.

“Wybacz za… to…” Nadal niewzruszona, Annie spogląda jedynie na swoje mokre, nagie ciało. “Gdybym wiedziała, że przyjdą jakieś świeżaki, ubrałabym chociaż ręcznik. No cóż, możesz się cieszyć. Większość oddziału oddałaby naprawdę dużo za ten widok.”

Pozbawiona emocji twarz Annie uniemożliwia stwierdzenie czy to co mówi to żart czy prawda, Mirai nawet nie próbuje zgadnąć. Z zamiarem żeby się wysuszyć - blondynka przechodzi do niezauważonej wcześniej przez Mirai - torbę, leżącą tuż obok przejścia do drugiego pomieszczenia. Z torby wyciąga mały, biały ręcznik którym zaczyna się wycierać, zaczynając od głowy i włosów.

“To... Co tu robisz o tak wczesnej godzinie, Annie?” Bezustannie zawstydzona dziewczyna próbuje w jakikolwiek sposób rozluźnić niezręczną atmosferę.

“Ja? Właśnie wychodzę. Miałam nocną zmianę i zawsze długo siedzę pod prysznicem. Która to już godzina?”

“Umm... Prawie ósma.”

“Cholera! Już?! Dwie godziny pod prysznicem to chyba trochę przesada. Ale wiesz co, młoda? Skoro mamy to za darmo, to trzeba korzystać!” Po raz pierwszy od rozpoczęcia rozmowy Mirai zauważa na twarzy Annie jakieś emocje.

Po kilkunastu minutach brązowowłosa dziewczyna - Mirai Arashi, ubrana w nowe, służbowe ubranie wychodzi z przebieralni, widocznie zmęczona gadatliwością nowo poznanej kobiety. W pobliżu od drzwi zauważa również przebranego Same.

“Też już skończyliście?”

“O, Mirai, już jesteś. Dobrze wyglądasz.”

“A, dzięki. Ty… też. A Yakedo gdzie?”

“Poszedł się najpierw umyć. Powiedział, że woli nie brudzić nowego ubrania.”

“Taa. Brzmi jak on.”

Kilka sekund po wypowiedzeniu tego zdania z męskiej szatni wychodzi Yakedo - nowy, niemal błyszczący, granatowy płaszcz okrywa go od ust aż po uda. Ciemnoniebieski kolor ubrania idealnie kontrastuje z jego popielato-szarymi włosami. Wysoki, postawiony kołnierz zakrywa niewielki, dumny uśmiech otrzymanego prezentu. Widząc twarze swoich nowych partnerów, przepełnione cichym zachwytem, jego uśmiech pogłębia się. Coś czego nie zamierza im aktualnie pokazać.

“Gotowi? No to idziemy.”

★

“Zostaw mnie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.”

“Co? Ale... ale dlaczego?”

“Koledzy mi wszystko powiedzieli. Że jesteś kolejnym z tych Controlerów.”

“Ale…”

“Tata mi mówił, że Controlerzy to samo zło i że mam się do nich nie zbliżać. Więc idź stąd, Yakedo!”

“Przecież my... jesteśmy przyjaciółmi…”

“Co?! Nigdy nie przyjaźniłbym się z Controlerem!”

“O, patrzcie! Parszywy Controler znalazł sobie kolegę!”

“On też pewnie jest zasranym Controlerem!”

“Co?! Nie! To Yakedo się mnie uczepił! Nie chcę znać tego psa!”

…

“Patrzcie! Popchnął parszywego Controlera! Uciekajmy, zanim się wkurzy!”

...

Dlaczego oni mnie nienawidzą?
Przecież nic im nie zrobiłem.
Chciałem się tylko pobawić.
Dlaczego on mnie popchnął?
Przecież byliśmy przyjaciółmi.
Dlaczego teraz bawi się z nimi?
Przecież jeszcze przed chwilą też się z niego śmiali.
Dlaczego znowu zostałem sam?
Dlaczego nikt nie chce mi pomóc wstać?
Dlaczego patrzą na mnie w ten sposób?
Dlaczego tylko mnie nienawidzą?

Mamo.
Dlaczego mnie zostawiłaś?
Dlaczego odeszłaś?
Czemu nie wstałaś, kiedy cie budziłem i widziałem cię w tej czerwonej kałuży?
Dlaczego ty też mnie zostawiłaś?
Dlaczego ci państwo, u których mieszkam, mnie biją?
Dlaczego po raz kolejny w tym roku muszę zmieniać dom?
Dlaczego wszyscy mnie nienawidzą?
Przecież to nie moja wina.

Mamo.

FCGuy
Author: