Chapter 4:
Full Control
ROZDZIAŁ 2
Staromodne cygaro, wyglądające na wyrób z lat sześćdziesiątych. Ze względu na swoją przestarzałość popadły w zapomnienie, zastępowane coraz nowszymi używkami wraz z upływem czasu. Jednak to cygaro wyglądało na nowe i zadbane, mimo że żadna firma nie produkowała ich od ponad pięćdziesięciu lat.
Mężczyzna obraca cygaro w dłoniach, po czym wkłada je do ust. Sięga do kieszeni staromodnego płaszcza, wyciąga zapalniczkę, odpala nią cygaro i wypuszcza dym. Następnie chowa zapalniczkę z powrotem do kieszeni i powoli się zaciąga. Oprócz czarnego, długiego płaszcza ma na sobie także stary kapelusz – taki, jaki niegdyś nosili gangsterzy z dawno zapomnianych mafii. Na jego gładko ogolonej twarzy pojawia się uśmiech. Każde wypuszczenie dymu przynosi mu ulgę i satysfakcję.
Jego spokój przerywa nagłe otwarcie drzwi do ciemnego pokoju, w którym się znajduje. Przez próg przechodzi młody chłopak w czarnej koszuli z długim rękawem. Jego czarne, rozpuszczone włosy zakrywają całą twarz. Sama jego obecność przyprawia o ciarki. Spokojny chód, wraz z nonszalanckim zachowaniem, sprawiają wrażenie jakby przyszedł tu z jasno zaplanowanym celem.
“‘Ochroniarz? Ile mam tu jeszcze czekać?’” zastanawia się palący mężczyzna. Mimo to nie odkłada cygara, nawet gdy czarnowłosy przechodzi obok niego. Jednak ciemna sylwetka zatrzymuje się tuż przed nim.
“Nie pal przy mnie tego gówna.” rozkazuje bez odwracania się frontem na drugiego mężczyznę. Jego głos przenikliwy i nienawistny, niczym syk węża. “Nienawidzę tego.”
“Ha! Serio? Nie mój problem. Jakiś dzieciak nie będzie mi mówił, co mam robić. Lepiej poczekaj w swoim koncie, czekam tu na kogoś ważnego.”
Słysząc jawną zniewagę chłopak odwraca się w jego stronę. Przez szparę w włosach można dostrzec jego oko – skupione, wpatrzone głęboko w oczy mężczyzny. Ten zastyga. W jego odczuciu kontakt wzrokowy trwa wieczność. Wieczność, w której osoba przed nim nie patrzy na niego, lecz w niego. Wydaje się, jakby poprzez to spojrzenie chłopak był w stanie całkowicie go przejrzeć, odczytać i poznać wszystkie słabości.
Nagle, po tym, co zdawało się trwać wieczność, cygaro natychmiast i samoistnie gaśnie. Zaraz potem palący je mężczyzna czuje na karku zimny powiew wiatru.
‘ Kto to jest, do cholery?! Ten wzrok... To nie jest ludzkie spojrzenie. Nie... On patrzy na mnie jak zwierzyna na swoją ofiarę. Czemu... czemu moja ręka drży? Czy to... strach? Nie, to niemożliwe. Ale... to uczucie na moim karku... Czy to... wiatr? Przecież to niemożliwe. Jesteśmy w budynku, tu nawet nie ma okien. A jednak... to uczucie, jakby wiatrak nieustannie wiał prosto na mnie. Przecież za mną jest ściana. Nic na niej nie ma. Kto to, do cholery, jest?! Nie... Czym on, do cholery, jest?! ‘
“Dobra! Już dobra!” Mężczyzna w garniturze wyrzuca cygaro z ust i rozdeptuje je na ziemi, po jego czole spływa kropla potu. “Przepraszam, okej?”
“Nigdy więcej tego przy mnie nie rób. Zrozumiano? A jeśli jeszcze raz wyjdziesz z szeregu, przekonasz się na własnej skórze, jak to jest, gdy płuca tracą dostęp do tlenu.” Oko chłopaka unosi się na jego kapelusz, po czym znowu opada na jego twarz. “Wyglądasz jak przygłup. Od dziś tak cię będę nazywał. Zrozumiano, przygłupie?”
Nie czekając na odpowiedź, czarnowłosy chłopak odwraca się i rusza w głąb pokoju. Stojący pod ścianą mężczyzna oddycha z ulgą, gdy nagle jego kapelusz unosi się w górę, przelatuje przez pokój, uderza o ścianę i opada na podłogę, brudząc się przy tym. Wzrok mężczyzny, pełen zdziwienia i zdumienia — podąża za lecącym kapeluszem. Teraz odsłonięta twarz, ukazuje jego starannie zaczesane do tyłu, czarne włosy. Jego oczy ostre i ciemne, linia włosów — prosta a twarz gładko ogolona i przypominająca bardziej biznesmena. Z niezadowolonym grymasem na twarzy, podchodzi do leżącego kapelusza. Tuż przed podniesieniem go z ziemi, zatrzymuje się gdy coś do niego dociera. Wreszcie czyszcząc swój kapelusz, prostuje się i odwraca w stronę siedzącego po drugiej stronie pomieszczenia — chłopaka.
“Poczekaj... Wyniosłe, przywódcze zachowanie. Niski wzrost. Czarne włosy zakrywające całą twarz. Nienawiść do ognia. Wzrok psychopaty. I te nagłe podmuchy wiatru, nawet w zamkniętym pomieszczeniu... Ty nie jesteś zwykłym podrzędnym Krukiem, ani nawet Wężem. Ty jesteś Cain, "Vanisher". Controler powietrza. Numer dwa w "Heiwa Senshi".”
Chłopak nawet nie odpowiada, lecz jego milczenie daje wystarczającą odpowiedź.
“Proszę wybaczyć moje zachowanie. To zaszczyt pracować z kimś takim jak pan. Tylko... myślałem, że będzie pan… starszy.”
“Gdzie twój brat?”
★
“...Pieprzenie! Nie będę niańczył jakiegoś dzieciaka!”
“Dan…”
“Nie "Dan'uj" mi tutaj! Myślicie, że mam za mało na głowie!? Co!? Ze wszystkich tutaj to ja najwięcej pracuję w terenie, w trakcie gdy wy tuczycie sobie tu dupska, siedząc przed biurkiem, i jeszcze dokładacie mi roboty!? Dobra mi policja, kurwa jego mać.”
“Dan, zamknij wreszcie mordę, albo będę musiał wpisać ci kolejną uwagę do teczki dyscyplinarnej, która już się, kurwa, nie domyka! To rozkaz! I ja, jako twój przełożony, każę ci go wykonać!”
Zaraz po dotarciu na miejsce, trójka rekrutów jest witana widokiem kłótni pomiędzy komendantem Garą Hebi a nieznanym im mężczyzną. Mężczyzna wygląda na wiekowo zbliżającego się do pięćdziesiątki, ze zmarszczkami na czole i wokół oczu. Ma krótkie włosy, zaczesane do tyłu, o kolorze brązu z wieloma siwymi kosmykami. Jego twarz ozdabia również krótka broda o tych samych kolorach co jego włosy. Postawę ma tęgą, umięśnioną i sprawną jak mało kto w jego wieku, jest też wysoki, nawet jak na mężczyzn.
Cała uwaga przechodzi na Yakedo, Mirai i Same którzy dopiero co przyszli. Siedząca obok Korinai patrzy na nich z nadzieją i ulgą, Gara widząc ich próbuje ochłonąć poprawiając okulary przeciwsłoneczne z nadzieją na ukrycie swojego zdenerwowania. Tymczasem tak zwany Dan odwraca na nich wzrok z pogardą i niechęcią, wkrótce potem wzdycha, niechętnie akceptując swój los.
“Który to?” Pyta Dan oglądając kadetów od stóp do głów.
“Szare włosy.” odpowiada Gara zdawkowo, odwracając się do Yakedo. Ten rozgląda się zdezorientowany po starszych stopniem.
Dan zaś, skupia się nie na jego twarzy, lecz na ciemnoniebieskim płaszczu który ma na sobie chłopak. “Dałeś mu to…” Jego głos jest nasączony gniewem gdy odwraca wzrok z powrotem na komendanta.
“Zasłuży sobie na to, dopilnujesz tego.” Mówi Gara a jego głos przeznaczony jest tylko do uszu Dana. “No dobrze! Przejdźmy do rzeczy! Nowi, to jest Dan. Jako że jest to wasz pierwszy dzień tutaj, wpadłem na genialny pomysł abyście dzisiejszą zmiane spędzili z bardziej doświadczonymi funkcjonariuszami. Postarajcie nauczyć się od nich jak najwięcej. Rozdzielicie się i każde z was pójdzie z inną osobą. Yakedo, ty pójdziesz z Danem. Postarajcie się dogadać.”
“Jebać to, idę się przebrać. A ty dzieciaku, lepiej się przygotuj.” Dan widocznie niezadowolony z rozkazu mija pozostałą resztę, patrząc na nich z pogardą, w trakcie gdy sam kieruje się do szatni.
Gara, czując że zażegnał kryzys, wzdycha z ulgą i wyciera pot z czoła. Jednak ku jego niezadowoleniu to nie koniec jego pracy. Zostały jeszcze dwie osoby do przydzielenia do innych partnerów.
“No dobrze, teraz wasza kolej. Tylko do kogo was przydzielić…” Zastanawia się Gara, przyglądając się Mirai i Same. W jego głowie jest pustka, mimo że w oddziale zostało jeszcze sporo wolnych, bardziej doświadczonych osób. Jego wzrok pada na kierującej się do wyjścia Annie, przebranej już w swój cywilny ubiór, z nadal mokrymi złotymi włosami. Dziewczyna, totalnie nieświadoma planami z jej udziałem, idzie widocznie zmęczona pracą i marzy jedynie o ciepłej kąpieli w swojej własnej wannie.
“Annie! Aneczko!” Woła Gara ochoczo, jakby w jednym momencie odzyskał wszystkie siły do życia, machając przy tym rękę w swoją stronę.
“Nie ma szans.” Zbywa go jak najszybciej Annie swoim naturalnie chłodnym głosem, nie odwracając nawet wzroku od wyjścia z biura.
“Dostaniesz premię!”
Jak od uderzenia pioruna, Annie zatrzymuje się w miejscu, sztywno, mechanicznie niczym robot. Równie sztywno odwraca się powoli w stronę przełożonego, przypominając przy tym drewnianą lalkę. Z pod jej złotej grzywki, w dużych zmęczonych oczach widać pieniądz. Po chwili zdaje sobie sprawę jak łatwo dała się złapać i przekonać, ale póki dostanie za to pieniądze, nie przeszkadza jej to zbytnio. Mimo to wzdycha i opiera jedną dłoń o swoje biodro.
“No dobra, to o co chodzi?”
“Nic ciężkiego, nie martw się! Kilka dodatkowych godzinek. Pokażesz tylko nowej co i jak.” Zadowolony swoim nikczemnym podejście Gara wygłasza dumnie i głośno swoją propozycję, zasłaniając się przy tym zaskoczonej Mirai.
“Mirai?” Upewnia się Annie odwracając wzrok na dziewczynę.
“Znacie się już? Nawet lepiej! To jak? Zgadzasz się?”
“... Niech będzie. Ale pamiętaj o premii, łysolu.”
Gara-Gara w żaden sposób nie przejęty, nawet nie słysząc niczego więcej po zgodzie, popycha Mirai w stronę blondynki “Tak, tak. Powierzam ją w twoje ręce! Papatki dziewczyny!”
Popchnięta dziewczyna wpada prosto w otwarte ramiona Annie. Mimo to że jest między nimi dystans na twarzy pojawia się cichy, lekki uśmiech, w odpowiedzi na niepewny i niezręczny Mirai. Na sam widok Gara-Gara wzdycha z niedowierzaniem i adoracją. Same — zdezorientowany reakcją łysego próbuje odnaleźć wytłumaczenie, choć nie potrafi. “Komendancie?”
“Niesamowite… Pierwszy raz widzę jak się uśmiecha…” stwierdza Gara z niepohamowanym zachwytem. Do tego stopnia że aż musi podnieść swoje okulary przeciwsłoneczne i spojrzeć na to własnymi oczami.
“Naprawdę? Aż takie to rzadkie?” zastanawia się blondyn, ciągle zaskoczony reakcją komendanta.
“Może nie rzadkie, ale na szczęście Gara-Gara tego nie widzi.” dołącza się ochoczo do rozmowy Korinai z za jej biurka, widocznie szczęśliwa z powrotu luźnej rozmowy w biurze, w porównaniu z wcześniejszą przy rozmowie z Danem. “Uśmiecha się często, ale tylko pod prysznicem. Więc w sumie dobrze że stary zbok tego nie widzi.”
“Oh! Okrutna jesteś, moja czekoladko!” Dramatyzuje do przesady Gara-Gara, pozwalając okularom ponownie ukryć jego oczy pod ciemnym szkłem.
“Mówię jak jest! Co, prawda boli?” Tymczasem Korinai zajada się już kolejną tabliczką czekolady, totalnie niewzruszona dramaturgią szefa.
“Chodź, młoda. Muszę się jeszcze przebrać i umyć przed robotą.” Annie w tym czasie, ciągnie już Mirai za rękę w kierunki szatni z której to dopiero co wyszła.
‘Kolejny prysznic?! Co jest z nią nie tak?! Ile można, kobieto?!” Mirai — mimo że nie do końca zadowolona z niecodziennego nawyku partnerki, daje się ciągnąć. Zanim jednak zostaje pochłonięta przez kolejne długie minuty siedzenia w szatni i słuchania monologów Annie, odwraca się i rzuca do Same i Yakedo na pożegnanie “Powodzenia, chłopaki!”
Na twarzy młodego okularnika pojawia się rumieniec i niepowstrzymany uśmiech na przyjacielski gest Mirai. On sam odmachuje do niej ręką, lecz ona już tego nie widzi. Tymczasem Gara-Gara drapie się po brodzie, zastanawiając się nad ostatnią przeszkodą.
“Hmm… A co my teraz zrobimy z tobą, Sake?”
“Same…” Poprawia go blondyn, przestając już machać i odwracając się do szefa.
“Wiem! Przedstawię was jeszcze jednej osobie!” Podekscytowany błysk w jego oku widać nawet poprzez okulary przeciwsłoneczne.
★
“Ile ty w ogóle masz lat?!” Annie, kilka minut później, stoi już pod prysznicem i wykrzykuje do Mirai, próbując przekrzyczeć szum wody.
“Dziewiętnaście.”
“Ile?!”
“Dziewiętnaście!” Powtarza się Mirai siedząca w szatni.
“To ty jeszcze młoda dupa jesteś! Co taka młoda i ładna dziewczyna robi w takiej robocie?” z jej głosu da się wyczytać faktyczne zainteresowanie bardziej niż pytanie z grzeczności.
“W sumie… sama nie wiem. Pomyślałam że skoro już stałam się Controlerem, i mam te wszystkie moce, to powinnam użyć je w dobrym celu. Chyba tyle.”
“Znalazła się wielka pani szlachetna.”
“Jest jeszcze…” Mirai nie dokańcza myśli, a to jak cicho mówi sprawia że Annie jej nie słyszy, lub woli nie pytać.
“Jesteś Controlerem, co nie? Co kontrolujesz?”
“Prąd! Elektryczność jeśli wolisz. A ty? Ty też jesteś Controlerem?”
“Czy to nie oczywiste?” Śmieje się Annie pod wodą, kontynuując swój rytuał czyszczenia. “Prawie każdy tutaj jest. Przecież to nie jest normalna policja, tylko Controler Department.”
“Prawie każdy?”
“No, poza Korinai i tą drugą sekretarką. One są zwykłymi ludźmi, chociaż obsesja Korinai na punkcie czekolady może świadczyć inaczej. I w sumie nie widziałam nigdy żeby łysol cokolwiek kontrolował, w szczególności zarządzanie tym oddziałem. Ale on już taki jest. Jestem prawie pewna że jest Controlerem.”
“Ta druga…? A ty?” powtarza informacje Mirai a następnie powtarza swoje wcześniejsze pytanie.
“Co ja?”
“Jaka jest twoja kontrola?”
Jedyną odpowiedzią jaką otrzymuje jest znikający dźwięk wody. Niedługo później zza framugi drzwi wyłania się mokra głową Annie ze zwisającymi, ciężkimi i mokrymi blond włosami. “Może kiedyś ci powiem.” Zaraz po tym przez drzwi objawia się jej figura w pełnej okazałości. Jej ręce podniesione wysoko, z jasnym celem związania jej włosów. Brak okrycia ukazuje wiele ran rozłożonych na całym ciele kobiety. Największą uwagę Mirai przyciąga z wyglądu najświeższa rana na prawym boku Annie, z wciąż założonymi na niej szwami.
“Nie żebym narzekała, ale zaskakująco odważnie oglądasz moje ciało, młoda.” Annie próbuje zbyć oczywiste spojrzenie żartami, lecz nieudolnie.
“Ta rana…” Mirai, zatracona w swoich myślach wskazuje palcem na bok kobiety, prosto na świeżą ranę.
“A, to. Od noża…” W żaden sposób nie zaskoczona Annie podąża za wzrokiem dziewczyny i palcami przejeżdża powoli przez skórę szwy. “Wiesz, młoda… W tej robocie trzeba zawsze być gotowym na wszystko. Często dochodzi do sytuacji albo ty albo oni. Wiem że jesteśmy z policji, i niby mamy stawiać życie obywateli ponad nasze własne, a przestępców mamy aresztować, a my jako Controlerzy mamy na sobie jeszcze większą odpowiedzialność i wymagania. Jednak w każdej sytuacji przede wszystkim stawiaj na swoje własne życie. A tym bardziej ponad życie jakiś śmieci z ulicy. Żebyś kiedy już dojdzie do takiej sytuacji była pewna że twoje życie jest dla ciebie najważniejsze.”
Im dłużej tak stoi i opowiada, tym więcej Mirai zauważa ran, cięć i siniaków na całym ciele Annie. “Każda rana to każdy błąd który popełniłam nie robiąc tego o czym mówię teraz tobie. Czasami dziecko które broniłaś przed pijanym tatusiem-Controlerem, który niemal zabij mamusie, okazuje się że jednak nie chce żebyś robiła mu krzywdy.” mówiąc to zaciska trzymaną dookoła szwów dłoń, do stopnia w którym z rany zaczyna na nowo sączyć się krew. “Czasami też okazuje się że dziecko to trzyma nóż. Czasami to oni albo ty. A tym który podejmie decyzję jesteś ty.”
“Annie…”
Przypominając sobie miejsce w jakim się znajduje i z kim rozmawia, Annie opanowuje się i wraca do swojej typowej osobowości. Odwraca swój niezmiennie zmęczony wzrok na Mirai i kontynuuje jak zwykle bez żadnych emocji w głosie.
“Mniejsza o to. Wiesz, młoda, to trochę nieprzyzwoite gdy tak wpatrujesz się w moje nagie ciało. Chociaż nie będę udawać że mi to przeszkadza, ale niestety jestem teraz w pracy.”
“Co!? Nie! To nie tak! Ja…” Mirai, zakłopotana oskarżeniami i całą sytuacją, odwraca wzrok jak najdalej od nagiej kobiety. Cała zarumieniona, chciałaby najlepiej zniknąć albo zapaść się pod ziemię.
“Jaja sobie z ciebie robię. Chociaż jak coś to wiesz gdzie się zgłosić.” żartuje Annie powoli narzucając na siebie mundur.
★
Pojedynczy radiowóz samotnie opuszcza czeluści podziemnego policyjnego garażu siedziby NCPD. W środku siedzi dwójka mężczyzn, policjantów. Jeden starszy a drugi dużo młodszy. Starszy, Dan, jest kierowcą, jest też jednym z najdłużej pracujących policjantów w dziale CD, pracującym tam niemalże od samego założenia. Drugi z policjantów, Yakedo, siedzi na miejscu pasażera, mimo że jest to dopiero pierwszy dzień w pracy nie udaje kogoś kim nie jest. Nie udaje też swojego niezadowolenia, podobnie do Dana.
“Ech… Za jakie grzechy.” Dan nie boi się jawnie wyrażać swoich odczuć. Nie odwraca wzroku od drogi, w trakcie gdy prawą ręką trzyma kierownice, lewą - opiera się o szybę i podpiera głowę. “Powiedz coś ciekawego. Może nie jesteś taki nudny na jakiego wyglądasz.”
“A co chcesz wiedzieć?” Odbija Yakedo z porównywalną zniewagą, cały czas patrzy jedynie przez szybę swoich drzwi na brudne ulice futurystycznego miasta.
“Ile masz lat? Kontrola?”
“Ogień. Chociaż… kontrola nie idzie mi dobrze. I mam dziewiętnaście lat.”
“Ja pierdole…” komentuje Dan półgłosem do samego siebie. Totalnie nie przejęty tym że Yakedo z pewnością usłyszy komentarz.
“Myślałem że jak ci normalnie odpowiem to zaczniesz zachowywać się z jakimkolwiek szacunkiem albo w ogóle kulturą, ale nie!” Yakedo wybucha. Wcześniejszy udawany szacunek w jego głosie znika, teraz zastąpiony pogardą i irytacją, jednak mimo to nadal nie zamierza spojrzeć wprost na mężczyznę. “Ty nadal musisz zachowywać się jak stary, nadąsany dziad w kryzysie wieku średniego! Jak tak bardzo przeszkadza ci moje towarzystwo to może oboje zamknijmy mordy i jedźmy w ciszy przez resztę dnia!”
Kilkanaście następnych sekund mija w ciszy. Dan nie odpowiada, a Yakedo nie ma ochoty odwracać się żeby zobaczyć jego reakcję. Jednak po tych kilkunastu sekundach ze strony kierownicy daje się słyszeć cichy, charczywy śmiech, powoli narastający coraz głośniej, aż w końcu rozbrzmiewający w całym radiowozie.
“Do czego to kurwa doszło żeby jakiś bachor wydzierał na mnie mordę w moim radiowozie. Chcesz kultury? Najpierw sam pokaż że takową posiadasz. Chcesz szacunku? Najpierw sam go okaż. Ale niech ci będzie. Ja zadałem ci pytanie, i ty na nie odpowiedziałeś. Jak chcesz teraz ty możesz mnie o coś spytać.”
“...No to, na czym polega nasza praca na co dzień?” Tym razem w głosie Yakedo brakuje wcześniejszej pogardy, zastąpione niepewnym spokojem.
“Ty wiesz w ogóle gdzie pracujesz?”
“No w policji.”
“Nie o to pytam. Co to za dział?”
“Departament Controlerów.”
“Dobrze, i czym się tu zajmujemy?”
“Łapaniem Controlerów popełniających przestępstwa.”
“Teoretycznie tak.” Przytakuje Dan. Zatrzymując się na światłach sięga do kieszeni i wyciąga z niej paczkę papierosów. Wyciąga jednego i nawet nie proponuje żadnego Yakedo, od razu chowa je z powrotem do kieszeni.
“Jednak w praktyce… nie do końca. Mimo tego, co mówią media, przestępstwa Controlerów stanowią niewielki procent wszystkich wykroczeń. Są po prostu dużo bardziej widowiskowe niż zwyczajne przestępstwa, dlatego media chętnie je nagłaśniają, co stawia nas, Controlerów, w złym świetle. Mimo wszystko Controlerzy to nadal mniejszość wśród ludzi – większość z nas trzyma się na uboczu i stara prowadzić normalne życie. Lecz jak wszędzie, są wyjątki… i to właśnie one są naszą pracą. Jednak przez to jaka to rzadkość, na co dzień jesteśmy wykorzystywani jako chłopcy na posyłki przez inne działy.”
“Przecież jesteśmy policjantami!” Yakedo zaciska pięść niemalże do krwi, cała jego dłoń aż robi się czerwona, oburzony niesprawiedliwością.
“Ludzie nienawidzą odmienności. Tak było i będzie. Paradoksalnie, przez ich traktowanie Controlerów przestępstwa Controlerów wzrastają. Tak długo, jak istnieje ludzkość, istnieje również rasizm i dyskryminacja. Dopóki na ziemi będą co najmniej dwie osoby, dopóty dyskryminacja będzie żyła razem z nimi. Silniejszy nad słabszym. Ładniejszy nad brzydszym. Lepszy nad gorszym. Ludzie nienawidzą przegrywać, nienawidzą być gorsi. A gdy już są gorsi, szukają czegoś, w czym druga osoba jest słabsza od nich. Jeśli to się nie udaje, próbują zniżyć ją do swojego poziomu. Ludzie bezustannie porównują się do innych. W tym wypadku to my, Controlerzy, mimo że jesteśmy silniejsi, znajdujemy się w gorszej pozycji.” Pomimo tematu o którym mówi, Dan zachowuje niespodziewany spokój. Co pare zdań wypuszcza z siebie dym za okno albo strzepuje papierosa na jezdnię.
“Przynajmniej nie jesteśmy już niewolnikami. Dlatego musimy być tymi chłopcami na posyłki. Po prostu, zamiast tylko Controlerów, łapiemy też zwykłych przestępców. Idzie się przyzwyczaić.”
“Czyli nawet tutaj… Wszędzie tak samo…” mówi Yakedo do siebie z widoczną rezygnacją. Dan w ciszy pozwala mu kontynuować myśl, tym razem będąc tym słuchającym. “Większość życia próbowałem ukryć to że jestem Controlerem. Jak tylko ktoś się dowiadywał, zostawałem sam… o ile miałem szczęście. W końcu i tak każdy się o tym dowiadywał, to też przestałem to ukrywać. Jednak to też niczego nie zmieniło. Było tak do liceum. Tam… wziąłem sprawy w swoje ręce.”
Po wysłuchaniu zwierzenia, Dan wyrzuca papierosa za szybę i umyślnie wyłącza radio w radiowozie. “Wygląda na to że zepsuło nam się radio, a akurat mamy chwilę wolnego. Zabiorę cię w jedno miejsce. Tylko nie mów o nim nikomu.”
★
“Wiem! Przedstawię was jednej osobie!” wykrzykuje podekscytowany Gara-Gara, błysk w jego oku widać nawet przez warstwę okularów przeciwsłonecznych.
Komendant CD skocznym, niepodobnym do osoby z jego posadą, krokiem, niczym dziecko truchta przez całe biuro w kierunku potężnych stalowych wrót w rogu całego biura. Za nim, nie z własnej woli, idą w ciszy Yakedo i Same. Już sam wygląd komendanta — łysina, bródka bardziej przypominająca róg, okulary przeciwsłoneczne nawet w budynku i najbardziej niedorzeczny kolorowy sweter z napisami szef numer jeden już przyprawia ich o wystarczające zażenowanie.
W końcu docierają do drzwi na które wcześniej Yakedo zwrócił uwagę przez nieustanny dobiegający stamtąd hałas-muzykę. Tutaj przy drzwiach było jeszcze głośniej, mimo że wrota wyglądają na tyle szczelne że nie przepuszczały by nawet dźwięku. Stojąc centralnie przed nimi Gara-Gara z szerokim uśmiechem puka w nie trzy razy kwitując to słowami “I tak nie usłyszy.” po czym popycha je do środka.
Uchylenie drzwi jest jak oblanie kubłem zimnej wody – muzyka, wcześniej głośna, wewnątrz jest boleśnie wręcz ogłuszająca. Potężne basy i niezrozumiały tekst deathcorowego utworu wibrują w powietrzu, wydobywając się z głośników rozstawionych w każdym kącie pomieszczenia. Sam pokój, mimo niemałych rozmiarów, jest wypchany najróżniejszymi maszynami i narzędziami, których nazw Yakedo nie potrafi odgadnąć – o ile w ogóle ktoś kiedykolwiek je nazwał. Na stołach, oprócz narzędzi, leżą także różne części. Ściany zdobią rękojeści przypominające te od kijów baseballowych, wykonane z różnych metali i nowoczesnych technologii.
Przy znajdującym się na środku pokoju stole siedzi mężczyzna grzebiący w jakichś częściach. Z wyglądu ma około trzydziestkę. Długie, czarne lecz zadbane włosy sięgają mu do łokci, zakrywając niemal całą twarz, uchylając jedynie usta pełne kolczyków przechodzących przez każde wolne miejsce w jego wargach. Ma na sobie koszulkę jakiegoś zespołu, lecz nazwę zasłaniał upaćkany różnymi smarami, oryginalnie biały — teraz już bardziej czarny, fartuch. Na dźwięk otwieranych drzwi odwraca się od swojej pracy. Po zauważeniu kim są jego goście na jego twarzy pojawia się uśmiech jeszcze szerszy niż ten Gary-Gary. Naciska wbudowany w stół przycisk który znacznie ścisza muzykę, po czym wykrzykuje szczęśliwy.
“GARA-GARA!”
“METAL!” odpowiada komendant z równie ochoczo.
“GARA-GARA!”
“METAL!”
Dwójka mężczyzn z bardzo podobnymi charakterami po skończeniu wykrzykiwania swoich imion podchodzi do siebie po czym wykonują bardzo energetyczne i widowiskowe uściśnięcie dłoni. Drugą ręką Metal poklepał Garę po barku, zostawiając tym samym bardzo widoczny ślad smaru na jego dziecinnym swetrze. Gara, zdruzgotany odkryciem zabrudzenia, szybko starł je ręką… po czym wytarł ją o mundur Same.
Zaskoczony chłopak momentalnie rozejrzał się w panice, szukając czegoś, czym mógłby się wyczyścić. Gdy jego wzrok padł na Yakedo, ten już mierzył go spojrzeniem mówiącym wyraźnie: Tylko spróbuj. Na szczęście Same w porę dostrzegł wiszącą obok drzwi szmatę i szybko usunął zabrudzenie.
“Co sprowadza wielkiego prezesa do mojego pałacu?”
“Słuchaj, Metal. Mam ci paru świeżaków do przedstawienia. Metal, to Yakedo i Sake. A wy, dzieciaki, to Metal. Nasz posterunkowy rusznikarz, inżynier i kwatermistrz.”
“Siema! Jestem Metal!” Wita się machając energicznie ręką w stronę dopiero co poznanych, nowych współpracowników.
Trochę czasu później.
“...I tak oto zacząłem pracować w policji!” opowiada Metal z nieludzkim podekscytowaniem w głosie i ruchach.
“Ach, piękne czasy. A pamiętasz, jak…” dopowiada Gara, równie rozemocjonowany co jego przyjaciel.
Z każdą minutą jednostronnej rozmowy Yakedo oraz Same staje się coraz bardziej znudzona i śpiąca. Muszą słuchać, jak dwaj wyżsi rangą przyjaciele bez przerwy wspominają stare czasy, samemu nie mając miejsca na dołączenie do rozmowy albo chociaż jej opuszczenie.
“Ile to już oni gadają o tym samym?” zaczyna szeptem Same ziewając.
“Kto to wie. Wyłączyłem się już po pierwszych trzech minutach.” odpowiada stojący obok - Yakedo, równie znudzony co blondyn.
“Heh... Zazdroszczę. Ja niestety słuchałem każdego zdania, co było jeszcze gorsze. Szczerze mówiąc, nie tak sobie wyobrażałem pierwszy dzień w pracy.”
“Ech... Trzeba to jakoś przerwać, bo będą tak do jutra.” wzdycha chłopak i podnosi z jednej ze ścian podłużny przedmiot przypominający rękojeść. Hej! A to do czego?!”
Jego pytanie skutecznie przykuwa uwagę Metala i Gary, którzy od dłuższego czasu prowadzili rozmowę. Mechanik szybko podchodzi do Yakedo i zabiera mu przedmiot z rąk, następnie z uśmiechem prezentuje go wszystkim w pomieszczeniu.
“Panie! Panowie! Gara-Gara! Dzieciaki! Oto przed państwem mój najnowszy wynalazek! Nazywa się on... Uwaga, werbel” Metal, dumnie prezentując swoje dzieło, szybko uderza palcami o stolik, imitując dźwięk werbla dla dobicia dramaturgii. “..."NEONOWA PAŁKA"!”
Jego podziurawione kolczykami usta rozszerzają się w jeszcze szerszy uśmiech. Rozgląda się po twarzach zebranych swoimi zakrytymi włosami oczami, szukając aprobaty dla swojego wynalazku. Spotyka się jednak tylko z zdezorientowanymi minami rekrutów oraz gromkimi brawami ze strony Gary-Gary.
“Huh…?” Yakedo, zniesmaczony nazwą, przechyla głowę na bok z pogardą. “„Neonowa Pałka”? Co to za gów…” jednak jego wypowiedź przerywa szturchnięcie w bark Same, który kiwa głową błagająco, aby nie kończył wypowiedzi w taki okrutny sposób. Srebrnowłosy wzdycha tylko i kontynuuje: ...fenomenalna nazwa. Na czym to polega?
“Cieszę się, że pytasz, mój emo przyjacielu.” zaczyna zadowolony Metal, ignorując słowa poirytowanego Yakedo, dosadnie zaprzeczającego temu, jakoby by był emo. “A więc tak… Jak zapewne widzicie, przedmiot, który trzymam, przypomina rękojeść miecza. To skojarzenie jest w pełni prawidłowe, ponieważ…”
“E, młody! Idziemy!” woła stojący w drzwiach Dan, ubrany już w mundur policyjny, niecierpliwie czekając na Yakedo.
“Wreszcie.” Yakedo nie czeka na dokończenie tłumaczenia Metala, od razu szybkim krokiem idzie do drzwi, zadowolony z wyczekiwanej zmiany towarzystwa.
Gara kiwa głową zadowolony, patrząc na odchodzącą parę policjantów, po czym klepie Same po plecach. “No… Na mnie też już pora. To ja was tutaj zostawiam. Miłej zabawy. Metal, powiedz mu ze dwa słowa o robocie w CD, okej? Narka!”
Please sign in to leave a comment.