Chapter 6:
Full Control
ROZDZIAŁ 3
W odizolowanym od słońca i ludzkości pomieszczeniu, w którym okna są zabite dechami i tekturowymi blatami, ze ścian zaczyna odpadać tynk a w drewnie robią się dziury z którego to stropu można zobaczyć przedostające się na piętro wyżej niknące światło żarówki; w środku znajduje się dwójka mężczyzn. Pierwszy z nich — widocznie wyższy i starszy od poprzedniego, ubrany jest w czarny garnitur, kapelusz oraz okrywający resztę ciała, długi aż do kolan płaszcz o tym samym kolorze co wszystko pozostałe. Drugi mężczyzna siedział na podłodze przy zakrytym oknie, większość jego sylwetki pochłaniała ciemność jego cienistych włosów. Sam jego styl ubioru oraz otaczającą go aura przyciągały spojrzenia oraz wywoływały strach u każdego kto miał nieszczęście ujrzeć go na żywo. Na swoim torsie nosił ciasną, skórzaną kamizelkę która mimo jego dość szczupłej i niższej sylwetki, nadal podkreślała znajdujące się pod nią mięśnie. Mimo że kamizelka miała krótki rękaw i odsłaniała całe lewe ramię mężczyzny, to jednak jego prawe ramię było szczelnie owinięte w dziwny, czarny materiał — od barku pod kamizelką, aż do paznokci u dłoni. Na sam koniec, dookoła pasa, nachodzący na jego spodnie, zawiązany ma zwisający poszarpany czarny materiał przypominający bardziej pterygi lecz w jednej całości.
Pierwszy mężczyzna — w garniturze, otwiera w ciszy swój płaszcz i sięga do jego środka. Po chwili wyciąga z niego nieduży, podłużny przedmiot, przypominający metalową rękojeść lecz bez dołączonego ostrza. Zamiast niego, na przedmiocie można zauważyć sporo elektroniki oraz kable czy też przyciski.
“Szefie!” woła ten w garniturze. Po podejściu do drugiego — siedzącego, wyciąga w jego stronę trzymany przedmiot. “Mam coś dla ciebie.”
“Hm? Co to jest?” Pomrukuje siedzący, tylko lekko podnosząc głowę żeby spojrzeć na przedmiot.
“Wygląda na to że to nowa zabaweczka naszych piesków. NCPD nie próżnuje, co? Ukradłem jednemu z nich na ostatniej akcji. Proszę, panie Cain.”
Długowłosy bez chwili przerwy chwyta podłużny przedmiot i zabiera go z rąk mężczyzny w kapeluszu. Ten utrzymuje niezmiennie wyciągniętą, pustą dłoń po czym po paru sekundach zaciska ją wokół powietrza, skina głową i odchodzi na swoje wcześniejsze miejsce pod ścianą.
“Nic tu nie widać…” przeklina pod nosem siedzący, próbując obejrzeć przedmiot z każdej strony. “Czemu muszę siedzieć tu akurat z tobą? Gdzie twój brat, do cholery? Gdzie Light?”
“Przepraszam, panie Cain. Dzieciak ma zły nawyk spóźniania się. Dopilnuje żeby mój zidiociały braciszek był zawsze na czas. Tak mu skopię dupę że zawsze będzie godzinę wcześniej.” odpowiada drugi, nie ukrywając przy tym swojego wstydu i niecierpliwości.
“... Wiesz o tym coś jeszcze?” Pyta, na powrót skupiając się na trzymanym przedmiocie. “Wiesz chociaż jak się nazywa?”
“Niestety, prosze pana, to wszystko co o tym wiem.”
“... Niech Contra się tym zajmie.” Długowłosy podrzuca przedmiot w stronę stojącego mężczyzny, który z łatwością go łapie a następnie wsadza z powrotem w mrok wnętrza swojego płaszczu.
“Tak jest. …Szefie?”
“Czego jeszcze?”
“Ciekawi mnie coś, co będzie jeśli ON też przyjdzie?”
“Nie przyjdzie. Dostał zaproszenie tylko przez ciekawość Ojca.” Odpowiada czarnowłosy spokojnym głosem, jednak nietrudno w nim usłyszeć rzekę nienawiści. “A jeśli przyjdzie, to albo go zrekrutuję, albo zabiję. Taka płotka nic dla mnie nie znaczy.”
“Skoro tak twierdzisz, szefie.” Mężczyzna w garniturze wzdryga tylko ramionami, niezbyt przejęty odpowiedzią. Z kieszeni wyciąga kolejne cygaro jednak przed odpaleniem przypomina sobie sytuację sprzed kilkunastu minut. “Jak coś idę zapalić do innego pokoju. O ile oczywiście to nie problem, szefie.”
“Byle szybko… Marnujecie już wystarczająco mojego czasu.”
★
“Tak właściwie to gdzie my jedziemy?” pyta wreszcie Yakedo po kilkunastu minutach jazdy. Ulice po drugiej stronie szyby radiowozu stają się coraz brudniejsze i biedniejsze wraz z każdą mijaną przecznicą. Coraz więcej porozrzucanych śmieci, droga coraz bardziej dziurawa a na budynkach coraz mniej świateł oraz neonowych znaków. Budynki dookoła także zaczynają wyglądać jeszcze gorzej — powybijane okna albo ich brak, odpadające ściany albo te co już w pełni wypadły. Przechodnie, w porównaniu z tymi z centrum lub bogatych dzielnic, znacznie się różnią. Większość wygląda na nietrzeźwych, i nie tylko alkoholem.
“Z dala od ciekawskich oczu.” Dan, odpowiadając niechętnie na pytanie, wjeżdża ostatecznie do zatoczki między dwoma zniszczonymi budynkami, zakończonej otwartą, dużą i wolną przestrzenią. Jednak najbardziej przyciągającym wzrok obiektem jest duży oraz opuszczony się hangar, magazyn. Całość pokryta jest zardzewiałą i rozpadającą się blachą, różnymi graffiti, śmieciami a nawet mchem, jednak z żadnej strony nie można zauważyć ani jednej dziury dającej widok do środka. Zza obiektu widnieje także rozciągający się kanał rzeczny.
“Wspominałeś że nie radzisz sobie z kontrolą. Nie ma szans że w razie akcji mam polegać na kimś kto nawet nie wie co robi. To twój test. Jeśli do końca dnia nie zmienisz mojego zdania o tobie, to zrobię wszystko byle tylko cię stąd wywalić.” Przez całą swoją wypowiedź, mężczyzna ani razu nie odwrócił się w stronę drugiego.
“Że co!?”
“Już jesteśmy.” Nie dodając nic więcej Dan zatrzymuje pojazd tuż przed rozpadającym się magazynem i wychodzi z niego, zamykając za sobą drzwi.
“Zaraz, co my mamy robić w jakimś… starym hangarze?” Yakedo po chwili zawahania idzie w ślad starszego policjanta, chociaż teraz w jego zachowaniu widać spory brak pewności w swoje ruchy.
“Ha! Dopiero co mieliśmy rozmowę o tym jak ludzie oceniają i dyskryminują Controlerów nawet ich nie znając, a teraz już sam oceniasz biedny, stary budynek tylko dlatego że blacha trochę zardzewiała? Szybko zmieniasz zdanie kiedy to nie ty jesteś tym ocenianym.”
“...”
“Tędy, dzieciaku.”
Idąc śladem Dana, dwójka policjantów okrąża hangar, przechodząc przez szkło i ruiny innych budowli dochodzą na jego tył od tuż obok przepływającej rzeki. W porównaniu z całym obszarem dookoła — rzeka jest zaskakująco czysta. Jednak to nie do niej podchodzą mężczyźni, lecz do tylnej ściany budynku który właśnie obeszli. Jakby nie spojrzeć to tylko brudne, stare, blaszane ściany jak z każdej innej strony. Dan podchodzi do niej z łatwością i naturalnością wskazującą że jest to często odwiedzane przez niego miejsce.
Nagle starszy policjant kopie w jedną z wielu blach okrywających całe ściany, tę najbliższą podłoża. Zardzewiały metalowy fragment odłamuje się w całości i wpada do mroku wnętrza hangaru. Dziura która powstała jest na tyle mała że bez przyjrzenia się nikt by nawet jej nie zauważył, ale także na tyle duża że dorosły, kucajacy mężczyzna na spokojnie by się zmieścił.
“Tutaj.” kieruje do środka Dan.
Tam też wchodzą. Najpierw Dan, zwinnie schyla się i przechodzi przez otwór, wprost do ciemności, a następnie z mniejszym przekonaniem podąża za nim Yakedo. Wśród mroku jedynym działającym zmysłem był węch. W powietrzu czuć było metaliczny zapach, wilgoć, nikotynę i odświeżacze powietrza – totalnie nie podobne do tego co można było sobie wyobrazić po wyglądzie zewnętrznym. Chwile później na całym obszarze po kolei zapalają się jasne lampy przyczepione do sufitu. Blask tak mocny że kompletnie oślepił Yakedo który już powoli zaczynał przyzwyczajać się do ciemności.
W środku ku jego zaskoczeniu były zamontowane panele podłogowe a także gąbki ochronne na całej objętości ścian. Całość wyglądała względnie czysto i schludnie, jasne lampy które oświetlały każdy kąt, gąbki które odgradzały światło wewnętrze od świata na zewnątrz, meble pozwalające wygodnie usiąść i odpocząć, niewielki obszar treningowy składający się z dodatkowo zamontowanych materiałów oraz kilku stojących manekinów treningowych, stojąca przy jednej ze ścian budka służąca jako osobne zamknięte pomieszczenie, a nawet system wentylacyjny dostarczający powietrze do zamkniętego środka hangaru.
W trakcie gdy Yakedo zajęty jest rozglądaniem się dookoła po wnętrzu, za nim Dan zamyka przejście którym weszli. O dziwo kopnięta wcześniej klapa była tak naprawdę specjalnie przygotowanymi drzwiczkami które otwierały się tylko przy odpowiednim nacisku jakim jest kopnięcie. Po podanym nacisku blacha odpada z zawiasów, umożliwiając jednak ponowne założenie do poprzedniej pozycji, tak aby z zewnątrz wyglądała jak tylko kolejna z wielu ścian budynku.
“Co to za miejsce?”
“”Jakiś stary hangar”, a dokładniej mój prywatny plac treningowy. Tutaj sprawdzę na co cię stać.” oznajmia Dan wstając z kolan po zamknięciu klapy.
“A radiowóz? Co jak ktoś go zauważy?”
“Nawet jeśli to co z tego? Naskarży na nas? Widok policji w tym mieście to coś bardziej niż spodziewanego, szczególnie w takiej dzielnicy. To że stoi tu radiowóz tylko bardziej zmniejszy szansę na to że ktokolwiek nam przeszkodzi.”
“A to wszystko?” rozgląda się dookoła Yakedo. “Sam to wszystko zbudowałeś?
“Może.” Dan, nie przejęty by odpowiedzieć, wkłada do ust papierosa, zapala go i idzie w głąb wnętrza, nie patrząc nawet na Yakedo. “W moim wieku nie ma się za dużo do roboty, a w większości przypadków w trakcie pracy wolę robić coś pożytecznego a nie wykonywać czyjeś obowiązki.”
“Nie masz żony? Dzieci?”
“Żona nie żyje, córka już na swoim. Coś jeszcze, czy możemy już zakończyć ten żałosny wywiad?”
Po szybkim zakończeniu rozmowy Dan dochodzi do sekcji treningowej a dokładniej do postawionej obok, zużytej skórzanej kanapy. Rozsiada się na niej, zakładając nogę na nogę i wypuszcza z siebie dym papierosa, drugą ręką przerzedzając swoje siwo-brązowe, zaczesane do tyłu włosy. “No dobra, pokaż na co cię stać.”
“Czekaj, co?” Yakedo dziwi się postawiony w sytuacji przypominającej mu cyrkową scenę, na której klaunem jest on sam.
“Nie zapominaj co mówiłem wcześniej. Nie ufam ci, nie wierzę w ciebie i ani trochę nie wierzę w to co myśli o tobie komendant. Według mnie nie nadajesz się do tej roboty.” Z nieprzyjemnym spojrzeniem Dan nachyla się bliżej, wyprostowując nogi i machając papierosem na dobicie swoich słów. “Zmień moje zdanie jeśli potrafisz. Jeśli nie, będziesz musiał znaleźć sobie lepszą robotę bo policjantem już nie będziesz.”
Wiedząc że negocjacje nie mają sensu, Yakedo przystaje na warunki starszego mężczyzny. “... No dobra. To co mam zrobić?”
“A ja wiem? Częstuj się, parkiet jest twój.”
Yakedo wzdycha głęboko, myśląc długo nad swoim następnym ruchem. Przed nim stoi jedynie ustawiony rząd kukieł bojowych. Każda z nich wygląda tak samo. Gumowe głowa i tors bez żadnych znaków szczególnych ustawione na kijach z dociążonym zakończeniem aby mogły stać prosto mimo uderzeń. Chwilę zajmuje mu przekonanie się do działania na pokaz, lecz kiedy już się mu to udaje rusza stanowczym krokiem wprost na rząd gumowych przeciwników.
“Zaczekaj!” zatrzymuje go Dan. “Zdejmij to. Jeśli zniszczysz albo choćby pobrudzisz ten płaszcz osobiście dopilnuję żebyś już go więcej nie założył. Daj mi go tu.”
“Czemu aż tak ci na nim zależy?” narzeka Yakedo, lecz mimo to posłusznie zdejmuje ciemnogranatowy, policyjny płaszcz zrobiony z połączenia skóry i bardziej rozciągliwych materiałów. Pod spodem ma założony zwyczajny mundur NCPD który musi nosić każdy inny policjant z tej jednostki. Podwija rękawy i wzrokiem decyduje o swoim następnym działaniu.
Najpierw staje do poprawnej bojowej postawy. Ręce podnosi w gardzie odchylając ciało lekko w bok, prawą pięść trzymając bliżej podbródka i prawego policzka a lewą wyciągniętą naprzód. Nogi stawia w lekkim rozkroku, luźno w kolanach.
‘Postawę ma dobrą, ale czy coś jeszcze?’ Mimo że głowę ma daleko opartą o tył kanapy, oczy Dana uważnie skupione są na ruchach Yakedo. W myślach, w najmniejszych szczegółach bada i ocenia wszystko co przed sobą widzi. ‘Pięści złożone poprawnie — czubki palców ściskające jak najbliżej podstawy. Nogi luźne i ułożone tak aby nie dało się go podciąć. Jedna ręka blisko ciała do osłony a druga wyciągnięta do ofensywy.’ Wtedy Yakedo wykonuje ruch. Najpierw uderza prawym sierpowym w twarz swojego celu, wraca i kontynuuje atak serią w brzuch zakończoną lewym podbródkowym. Następnie powtarza całą sekwencję w lustrzanym odbiciu. ‘Hmm… Dobrze się rusza. Skręca stopy, kolana i tors przy uderzeniu. Nie podnosi łokci gdy zamierza uderzyć. Gdy uderza lewą — prawa chroni twarzy, gdy prawą — lewa cofa się żeby chronić martwy punkt. Poprawnie wypuszcza z siebie powietrze a jego uderzenia bądź co bądź nawet potrafią czasami zatrząść kukłą. Dzieciak zna podstawy. Ale nie tego szukam.’
“Wystarczy! Uderzać umiesz, ale nie to chciałem oglądać. Kontrola, pamiętasz? To miałeś mi pokazać a nie amatorski sparing z workiem.”
Yakedo zatrzymuje się z pięścią wciąż wciśniętą w bezbarwną twarz manekina lecz nie odwraca od niego ani głowy ani wzroku. Mimo to, na wzmiankę o Kontroli jego powieka wzdryga. Ostatecznie jego ramię poddaje się i opada, a wraz z nią także jego głowa.
“Nie potrafię…” odpowiada głosem słyszalnym tylko dla niego samego.
“Hę?”
“Nie potrafię…” powtarza odrobinę głośniej.
“Nie słyszę cię. Co ty, zmieniłeś się w niemowę? Głośniej!”
“Nie umiem, okej!? Nie potrafię używać Kontroli i nigdy nie umiałem!” Ostatecznie Yakedo wybucha. Teraz krzyczy już ile sił w płucach nie zważając na to kto go usłyszy. Lecz mimo to nie jest w stanie spojrzeć w oczy żadnej żywej duszy. Nie jest nawet w stanie spojrzeć na imitację twarzy manekina treningowego gdy opiera czoło o jego nos, wpychając go do środka. “Jestem jeszcze gorszy od Controlera! Jestem żałosną imitacją nie potrafiącym niczego dokonać mimo że przez całe życie próbował! Nie wiem czego ode mnie oczekujesz ale jestem pewien że tego nie dostaniesz. Jeśli chcesz mnie za to wywalić to nie mam nic na swoją obronę.”
Dan jedynie w ciszy ogląda całe zajście bez okazania jakiegokolwiek zainteresowania. Wreszcie wstaje rozciągając kości. “Jesteś Controlerem ognia, co nie?” Jest to bardziej stwierdzenie niż pytanie gdyż nie czeka nawet na odpowiedź. Powoli podchodzi do chłopaka, wydychając z siebie dym z papierosa trzymanego w ustach. Łapie chłopaka za bark i szarpie go by obrócić go w swoją stronę.
“Co…”
“Zamknij się i słuchaj. Zamknij oczy i nieważne co — nie ruszaj się.” rozkazuje Dan stanowczym głosem, nawet wyciągając z ust palącego się papierosa. Yakedo, wybity z rytmu robi co każe. W tym czasie Dan łapie go za przedramię i wyciąga je przed siebie, a następnie przykłada wypalającego się papierosa do gołej skóry chłopaka.
“Co do…?!” Nagłe oparzenia i ból zmuszają Yakedo do ponownego otworzenia oczu, a gdy próbuje wyszarpać rękę do siebie — spotyka się z oporem.
“Mówiłem: zamknij oczy i nie ruszaj się! Tak trudno jest ci raz w życiu kogoś posłuchać?” Gdy w końcu Yakedo poddaje się, wtedy Dan kontynuuje. “Co czujesz?”
“Ogień… i ból.” odpowiada srebrnowłosy z zamkniętymi oczami. Jego twarz zamienia się w bolesny grymas.
“A teraz?”
“To samo…”
“Pełnym zdaniem.”
“Ogień i ból.”
“A teraz?”
“...Ogień?” odpowiada niepewnym głosem. Tym razem Yakedo czuje nagłą różnice oraz znajome uczucie które nieświadomie czuł przez całe życie.
“Dobrze. Otwórz oczy.” Po wykonaniu polecenia Yakedo pierwsze co zauważa to trzymanego w ustach papierosa, którego Dan trzyma tam zapewne od dłuższego czasu. Zaskakuje go to dogłębnie przez uczucia których doznawał jeszcze zaledwie kilka sekund temu. Na samym przedramieniu do którego wydawało mu się że Dan przykłada palącą się część papierosa nie ma ani śladu.
“Ale… Jak to?! Przecież cały czas czułem na sobie ogień papierosa?!”
“Tak tylko myślałeś. Zabrałem go kilka sekund po tym jak zamknąłeś oczy.” tłumaczy Dan z typowym dla niego spokojem. “Ten ogień który czułeś to nie jest ci nic obcego, mylę się? Bardziej uczucie które jest ci dobrze znane?”
“Chyba. O co w tym wszystkim chodzi?”
“Dalej to czujesz.”
Wtedy dopiero Yakedo sam zdaje sobie sprawę z tego co sam czuje i tego jak dużo jest prawdy w słowach Dana. “Tak… Nawet nie zauważyłem. Skąd to wszystko wiesz.”
“To co teraz czujesz, ten cały ogień, to twoja Kontrola. Prawda jest taka że czujesz to od urodzenia i już się tak do tego przyzwyczaiłeś że przestałeś to zauważać. Tak samo jak z oddychaniem, robisz to automatycznie. Teraz jak o tym wspomniałem oddychasz manualnie, i tak samo jest z Kontrolą, przez przyłożenie do skóry żaru z papierosa uczucie to zostało tak bardzo zawyżone że nie byłeś w stanie go nie zauważyć. Przez to że przypomniałem ci to uczucie, jesteś w stanie czuć je cały czas, nawet gdy teraz już ugasło do swojego naturalnego poziomu. Kontrola to nic innego jak Kontrolowanie właśnie tego uczucia. Tak jak przy oddychaniu manualnym jesteś w stanie spowolnić, przyspieszyć czy nawet zatrzymać swój oddech, tak samo przy Kontroli musisz tym manewrować. Skup się tylko i wyłącznie na tym, a dokładniej rozprowadzaniu tego uczucia do konkretnych części ciała. Tyle.”
Od razu po zakończeniu wykładu Dan jak gdyby nigdy nic wraca na swoje miejsce na kanapie i rozsiada się wygodnie. Ponownie czeka na ruch Yakedo któremu właśnie dał wszystkie odpowiedzi na tacy.
‘Rozprowadzić do konkretnych części ciała? Czyli… do pięści?’ Yakedo ponownie odwraca się do stojących kukieł, tym razem z dużo większym spokojem i pewnością. Znowu zamyka oczy i skupia się, tym razem bez niepewności i ciężaru. ‘Okej, wyczuj w sobie to uczucie. Trochę jak ogień, pali mnie od środka. Czuję go cały czas przy sercu. Muszę go przemieścić…‘ Niczym jak z oddechem przepływającym do płuc podczas medytacji, Yakedo w ten sam sposób wizualizuje w sobie niewielki, palący płomień w samym centrum swojego ciała. Z wielką dokładnością i precyzją stara się odłamać z niego małe kawałki które następnie próbuje przeprowadzić do swoich rąk, kończąc na dłoniach. Kiedy już przechodzi całą ścieżkę, w obu swoich dłoniach czuje realne gromadzące się ciepło.
‘Teraz!’
Wraz z tą myślą w jednym momencie Yakedo z konwertuje całą swoją siłę w jedno proste uderzenie. Siła impetu zachwiewa manekinem który po chwili wraca do swojej wcześniejszej pozycji. Mimo to do tego momentu Yakedo nie otwiera oczu a na jego twarzy panuje spokój. Gdy jednak otwiera oczy zauważa że po jego uderzeniu nie został nawet ślad. Wszystko jest takie jakie było wcześniej. Widząc brak efektów chłopak marnieje. “I na co to wszystko?” pyta samego siebie po czym odchodzi w głąb hangaru.
Dan nie powstrzymuje go. Tymczasem sam wstaje i podchodzi przed uderzonego manekina. Z zaciekawieniem przygląda się trafionemu miejscu. Powoli przykłada do niego dłoń lecz natychmiast, z sykiem, zabiera ją z powrotem, poparzoną. ‘Cholera, parzy! I to tak za pierwszym razem? Nie użył nawet Komendy i już taka temperatura. Dobry jest. On sam nawet nie jest tego świadomy. Głupie dzieciaki, oczekują natychmiastowych fajerwerków a gdy nic nie widzą to od razu się poddają. Nawet nie zauważył że ma swój natychmiastowy efekt przed sobą.’
“Młody, odpocznij trochę.” oznajmia Dan machając oparzoną ręką i powoli wraca na swoje miejsce, dokańczając papierosa. Na koniec dodaje bardziej do siebie. “To jeszcze nie koniec.”
★
“No, mamy dzisiaj szczęście. Trafiły nam się takie dzielnice że możemy mieć wyjebke. I dobrze, nie ma szans że będę pracować dwie zmiany bez przerwy na jakimś wysypisku.” Annie widocznie bardziej przemęczona niż wcześniej kieruje radiowozem przemierzającym spokojne ulice przedmieścia. Razem z Mirai w jednym samochodzie mimo że przykłada jej dużo więcej uwagi niż samej drodze czy kierowaniu.
“Często tak jest?”
“Czyli?”
“Że musimy patrolować takie dzielnice jak ta?”
“Chciałabyś. Zazwyczaj trafia nam się największe gówno. Chociaż wygląda na to że w NC też zdarzają się spokojniejsze dni. Albo to albo Red się wszystkim zajmuje.” W odpowiedzi na z pozoru normalne pytanie Mirai Annie śmieje się do siebie.
“Red?”
“No tak jej jeszcze nie znasz, może to i lepiej. Na pewno jeszcze nadarzy się do tego okazja a póki co ciesz się spokojem w swoim życiu.”
Mirai nie do końca rozumie o czym mówi do niej Annie lecz postanawia nie dopytywać więcej, spodziewając się że i tak nie otrzyma od niej prostej odpowiedzi. Dzielnice którymi jadą nie wyglądają w ogóle jak te z samego centrum stolicy w których panuje niecihnący zgiełk i poruszenie. Tam budynki unoszą się aż do nieba, z niekończącymi się reklamami na każdej możliwej powierzchni. Ciężko znaleźć mieszkania które nie są kompleksem mieszkaniowym na kilkadziesiąt pięter. Auta o każdej godzinie zajmujące każdy kąt ulicy na których wycie syren policyjnych stało się już codziennością. Ulice same w sobie są czyste i raczej zadbane, chociaż w cieniu wszystkich świateł, neonów i hologramów kryje się cały brud ludzkich odpadów oraz samych ludzi zniszczonych dla których nie ma już nadziei.
Z kolei ulice którymi teraz jadą przypominają te spotykane w małych miasteczkach. Zwykłe domki jednorodzinne idące wzdłuż drogi, czasem jakiś mały sklep, małe szkoły z których wybiegają dzieci. Panuje tu dużo większa cisza i spokój niż w innych częściach miasta, także ruch jest tutaj dużo mniejszy. Można by to nazwać takową “sypialnią miasta”, gdyż jedyne do czego jest wykorzystywana to do mieszkania i właśnie spania.
“Spokojnie tu.” stwierdza Mirai patrząc przez okno.
“Ano. Dużo lepsze to niż typowe slumsy. Tam zawsze trafiają się najgorsze przypadki. Trochę ci współczuję, jeszcze najgorsze przed tobą. Każdemu tutaj zdarzyły się błędy które zostaną z nami do końca życia…”
Mirai po raz kolejny milczy, nie wiedząc w jaki sposób ugryźć temat. Sam ciągle wspominany temat przyprawia ją o dyskomfort a ciężka waga sprawia że woli w ogóle się go nie tykać. Jednak ciszę znowu przerywa Annie.
“Zajedziemy zaraz do sklepu, muszę kupić fajki.”
“Nie wiedziałam że palisz.”
“Eh… I tak ta robota powoli mnie zabija to co tam papierosy. Każdy tutaj potrzebuje czegoś żeby totalnie nie zwariować. Chociaż jest i Red która po prostu lubi problemy i walkę a w szczególności Neonowymi Pałami.”
Pierwszy raz słysząc tą nazwę Mirai nie może powstrzymać się od zaśmiania się na głos. “Że czym?”
“To ty o nich nie wiesz? W sumie zapomniałam że to twój pierwszy dzień tutaj. Zakładam że Metala też nie znasz. Fajny facet. Można o nim myśleć wiele ale nie da się zaprzeczyć że to cudotwórca. Kiedyś, gdy jeszcze pracował na normalnej służbie jak my znalazł jakieś dziwne… coś. Sama nie wiem co to było. Ale to nie ważne. Stwierdził że to coś czego jeszcze nikt nie widział i zabrał to do domu. Po paru dniach poszedł do zarządu z gotowym prototypem Neonowej Pałki.”
“I czym to się różni od normalnej policyjnej pałki?”
“Jest bardziej mobilna. Tak naprawdę jedyną stałą rzeczą w całym mechanizmie jest rękojeść. Jednak po włączeniu z rękojeści wysuwa się reszta. Jest to struktura złożona praktycznie z neonu, bo tak Metal nazwał to co wtedy znalazł, wyglądem przypominająca policyjną pałkę. Lecz jej działanie... to dopiero magia. Po pierwsze: są w niej różne tryby. Między innymi tryb stały, w którym neon przybiera formę fizyczną, co pozwala uderzać nim jak zwykłą, fizyczną pałką. Różnica jest taka, że neon nie szczerbi się ani nie psuje, więc możesz używać go do woli. Kolejna rzecz jest taka, że przy kontakcie neonu z ludzkim ciałem jego siła uderzenia jest ograniczona do wyznaczonej maksymalnej wartości. Więc niezależnie, jak mocno byś chciał uderzyć, pałka nie przekroczy swojego limitu siły, przez co zabicie kogoś tym ustrojstwem jest prawie niemożliwe. Drugim trybem NP jest forma zatrzymania. Jeśli pierwszy tryb, fizyczny, służy głównie do wyważania drzwi lub samoobrony, to ten tryb jest przeznaczony do neutralizowania atakującego. Po kontakcie z ludzkim ciałem neon wypuszcza niewielką cząstkę prądu, co działa jak paralizator.”
“I to wszystko zrobił ten cały Metal” upewnia się Mirai z podziwiem.
“Ta. Opatentował to. Gdy przekazywał projekt do zarządu, jego jedynym warunkiem było zwolnienie ze służby i zatrudnienie go jako rusznikarza na komisariacie oraz zagwarantowanie, że tylko on może tworzyć kolejne NP. Jak widziałeś, zgodzili się na jego warunki. Mimo wszystko to nadal prototypy, nie są w powszechnym użyciu na komisariacie. Przez swoją niewielką liczbę oraz niezbadaną naturę są obecnie testowane w terenie, czyli u nas. Jako że Metal był wcześniej w Departamencie Controlerów, to my mamy zaszczyt je przedpremierowo sprawdzać. I dlatego też jego biuro jest w naszym.”
“...Ciekawy człowiek…” To jedyne co Mirai jest w stanie odpowiedzieć pod cały napływem nowych informacji.
“Ano. Dobra, tutaj się zatrzymamy.” odpowiada Annie zjeżdżając radiowozem na parking obok pobocznego, małego marketu miejskiego, którego klientami są jedynie mieszający w tej okolicy ludzie. “Poczekaj w środku. Zaraz wracam.”
★
Po zjedzeniu kolejnego opakowania czekolady sekretarka Korinai Kakaonoki zastanawia się w sobie nad wydarzeniami z poranka. Mimo że nie pracuje tam jakoś specjalnie długo to zdążyła już poznać wszystkich funkcjonariuszy Departamentu Controlerów. Zdążyła też zauważyć kto jak bardzo jest kłopotliwy. Choć Dan nie jest na szczycie owej listy to mimo wszystko znajduje się na niej wysoko.
Korinai dobrze wie że Dan pracuje w NCPD nawet dłużej od samego komendanta Gary Hebiego a ową dwójkę łączy długa przeszłość, jednak mimo wszystko nie jest w stanie zaufać starszemu, oschłemu policjantowi. Obawia się czy przydzielenie go do młodego i obiecującego się Yakedo to na pewno dobry pomysł i czy nie przyniesie to odwróconego efektu i nie zniechęci chłopaka do pracy jako policjant.
“O czym tak rozmyślasz moja droga Korinaiś?” woła Gara-Gara nachylając się nad biurkiem sekretarki ze swoim ikonicznym, szerokim uśmiechem. Zanim dziewczyna zdała sobie sprawę z jego obecności dał radę nachylić się tak blisko że niemal dotykał ją swoją brodą wychodzącą z czubka jego szczęki niczym róg.
“ŁAA!” woła Korinai z impetem uderzając plecami i głową o oparcie fotela na którym siedzi. Cała sytuacja przyprawia ją tylko o rumieniec. Wita się poprawiając włosy. “Gara-Gara, coś się stało?”
“O czym tak myślałaś?” Gara-Gara, jak zwykle ze swoim lekkodusznym tonem głosem uspokaja sekretarke.
“O czym myślałam? A, no tak. Czy aby na pewno wysłanie Yakedo z Danem to dobry pomysł? Sam pan wie jaki on jest i…”
Gara zauważa zmartwienie w głosie swojej pracownicy i nabiera trochę powagi. Zamiast klasycznego, głupkowatego uśmieszku na jego twarzy pojawia się teraz mały empatyczny uśmiech przynoszący komfort i spokój. “Droga Korinai, już ty się o to nie martw. To prawda że Dan potrafi być… ciężki, jednak znam go dobrze jak nikt inny i wiem że zajmie się chłopakiem tak dobrze jak tylko potrafi. Chociaż zapewne w tej chwili przeklina mnie za to wszystko, to jednak dobry człowiek i zrobi co trzeba.”
★
‘Cholerny Gara, na żarty mu się zebrało czy na wspominki? Ten dzieciak jest zupełnie jak…’ Zaciągając się papierosem Dan odwraca się od manekina i ze spokojem spogląda na Yakedo stojącego do niego tyłem w głębi hangaru w którym się znajdują.
“Młody, siadaj. Czas na lekcje teorii.” widząc zawachanie w ruchach Yakedo Dan kontynuuje. “Chcesz stać się silniejszy, nie? To siadaj.”
Tym razem w ruchach chłopaka jest nieco więcej energii. Podchodzi on do kanapy obok placu treningowego i siada na niej ociężale. Dan dla własnego spokoju postanawia zignorować jego zachowanie i nawet gdy podchodzi bliżej to bardziej jest skupiony na papierosach niż na Yakedo.
“Mówiłeś że nie wiesz nic o Kontroli, co nie? Zakładam że liczy się to także Komend?”
“Komend?”
Coraz bardziej załamany Dan przeczesuje ręką włosy, myśląc głęboko jak to wszystko wytłumaczyć od zera i najprościej jak tylko się da. “Eh… A więc jest tak jak myślałem. No dobra, od czego by tu zacząć? Komendy to totalna podstawa efektywnego korzystania z Kontroli. Co ci z Kontroli jak nie umiesz jej dobrze używać?”
“A kto miałby mnie tego wszystkiego nauczyć? Myślisz że znałem samych przyjaznych Controlerów chętnych dzielić się wiedzą z każdym zainteresowanym?” wypomina Yakedo z wyrzutem jednak po chwili opamiętuje się i sychla głowę. “Skąd mam niby to wszystko wiedzieć?”
Dan patrzy na niego przez chwilę z ułamkiem współczucia którego nie zamierza ukazywać. W odpowiedzi jedynie wydycha dym papierosa z płuc. “Może masz rację. No dobra. Zacznijmy od samego początku. Kontrolowanie energii już coś nie coś rozumiesz, ale przejdźmy jeszcze wcześniej. Głupi nie jesteś więc nie muszę ci tłumaczyć całej tej zawiłości z genem potencjalnym, co nie? W takim razie wytłumacz mi co to jest.”
“...Gen potencjalny to to co odróżnia nas od ludzi.” zaczyna niepewnie chłopak. Zaskoczony prostotą pytania momentalnie zapomina o swoich wcześniejszych zmartwieniach. Przez swoje perfekcyjne wyniki w akademii potrafi odpowiadać na tak proste pytania nawet bez zastanowienia. “Każdy potencjalny Controler rodzi się z tym genem i aktywuje się on tylko w przypadku dużego szoku emocjonalnego. I właśnie przez tą aktywację jesteśmy Controlerami i otrzymujemy “moc” Kontroli.”
“Wow. Perfekcyjna formułka której uczą w szkołach, za to wyjątkowo słabe wyjaśnienie stanu faktycznego. To co teraz powiedziałeś to największy możliwy skrót. Prawda jest taka że wszystko dookoła tego jest dużo bardziej skomplikowane niż ci się wydaje. Podczas tego szoku emocjonalnego przebudza się nie tyle nasza moc co bardziej dostęp do niej. W tej krótkiej chwili gen ten przekazuje do naszego mózgu wszystkie informacje które będziemy musieli potrzebować, jednak nie daje im ich na tacy tylko odblokowuje nam dostęp do nauczenia się tego wszystkiego samemu. Między innymi wliczają się w to Komendy. Słyszałem nawet gadanie że zagląda to nam w przyszłość i daje nam dostęp tylko do tego czego w przyszłości użyjemy, ale według mnie brzmi to dość głupio i abstrakcyjnie więc w to nie wierzę.”
Dan tak skupiony na przemowie dopiero zauważa jak mało z tego wszystkiego rozumie Yakedo, co jest bardzo widoczne na jego twarzy. “Ale wracając do Komend. Komendy to, prosto mówiąc, wszystkie te imponujące pokazówki mocy których ty nie potrafisz. Najefektywniejsze wykorzystanie Kontroli i tego typu sprawy. Rozumiesz?”
“Chyba… W takim razie jak się ich nauczyć?”
“Są sposoby. Najprostszym jest po prostu poznanie wszystkich części danej Komendy oraz sposobu jej aktywacji. Aktywuje się je najczęściej przy pomocy pozy lub danego ruchu, ale zasięg Komend jest tak duży że nie da się uszeregować ich wszystkich do jednego worka.”
Yakedo w odpowiedzi kiwa głęboko głową, zaczyna coraz bardziej rozumieć słowa Dana oraz po części też samego siebie. Swoje wcześniejsze wątpliwości i niepokój już dawno zakopał głęboko w sobie, a teraz przepełnia go nowa determinacja i głód wiedzy.
“A co do samej Komendy i jej części. Hmm… Przede wszystkim na początek muszą to być słowa. Zwykle Komenda dzieli się na trzy części: typ – w twoim wypadku jest to ogień, następnie jest to działanie jakie wykona, może to być SHOT, SLASH, BURST lub inne tego typu jeśli mówimy o komendach ofensywnych, których na marginesie przydałoby się żebyś się nauczył bo w naszej pracy dosyć często są używane, lub inne typu TRANSFORM jeśli dotyczy to czegoś innego poza walką. Są jeszcze inne które mogą opisywać obszar jaki obejmuje dana Komenda, ale te póki co pominiemy. Na sam koniec zazwyczaj jest nazwa Komendy która najczęściej jest dokładnym działaniem jakie wykonuje. Trochę tego dużo więc zrozumiałe jeśli na sam początek tego wszystkiego nie zrozumiesz.”
“Wydaje mi się że póki co w miarę rozumiem. Tylko… Czemu tak naprawdę mi to wszystko mówisz? Na komisariacie sam mówiłeś że…” Yakedo słusznie zauważa zmianę zachowania i traktowania ze strony Dana który jeszcze pare godzin wcześniej był nastawiony na chłopaka wrogo i negatywnie. Lecz zanim jest w stanie kontynuować Dan przerywa mu.
“Jak mówiłem, jeśli mam z tobą pojechać w teren wolę mieć pewność że nie zabijesz mnie swoją głupotą, nic więcej. A teraz szykuj się, wracamy do treningu.”
Pełny nowej energii i determinacji Yakedo wstaje i rozgrzewa się przed ponownym wejściem na plac treningowy. Jednak zanim to, krótkofalówka znajdująca się przy pasie Dana odzywa się z głosem Korinai. Starszy policjant podnosi urządzenie i przybliża je do twarzy odchodząc z dala od drugiego. MImo że Yakedo nie jest w stanie usłyszeć ich rozmowy to jednak nie trudno zobaczyć niezadowolenie na twarzy Dana który po chwili wraca z nowymi rozkazami.
“Sory młody. Okazuje się że to nie czas na trening. Niedaleko stąd pojawił się jakiś wariat który strzela do kogo popadnie. Zbieraj się.” Opowiadając rozkazy Dan gasi papierosa na popielniczce a drugą ręką rzuca Yakedo jego ciemnogranatowy płaszcz leżący dotąd na kanapie. Zaraz po zobaczeniu że chłopak jest już gotowy do wyjścia Dan daje mu ostatnią rzecz. Pistolet. “Trzymaj. Mam nadzieję że wiesz jak tego używać. Niewykluczone że będziemy musieli go zabić, bądź na to gotowy.”
Please sign in to leave a comment.